Kiedy mówimy o karnawale dziś, najpewniej mamy na myśli obrazki z pochodów w Kolonii, Wenecji czy Rio de Janeiro. Wydarzenia te, zwykle organizowane przez władze, turystycznie zdyskontowane, relacjonowane na całym świecie, są jednak zaledwie odległymi powidokami karnawałów, które wykształciły się w średniowiecznej Europie – i co do istoty mają z nimi, prawdę mówiąc, niewiele wspólnego. Kilka aspektów sprawia, że okres karnawału, z jego kulminacją w postaci zapustów, tak bardzo różni się w tradycyjnej postaci od stanu współczesnego.
Po pierwsze, wpisanie go w naturalny rytm życia. Karnawał przypada na czas, kiedy naturalne, zimowe uspokojenie życia i prac z nim związanych, przeradza się w nudę. Pola są skute lodem i przysypane śniegiem; drogi nieprzejezdne, więc ustaje handel; dzień jest krótki, noc dalej zapada szybko, wychodzić na zewnątrz nie ma jak i po co. Ileż można siedzieć w domu? W miesiąc czy dwa po Bożym Narodzeniu, kiedy świętowanie dobiega końca, a kalendarz liturgiczny wchodzi w okres zwykły, nuda zaczyna powoli osiągać punkt krytyczny. Frustrację pogłębia głód – bożonarodzeniowe obżarstwo zdążyło już zostać zapomniane, do wielkanocnego jeszcze daleko, tymczasem na co dzień do jedzenia jest niewiele i mało ciekawie. A jednak kiełbasy w spiżarni nęcą i zachęcają…
Po drugie, rozładowanie społecznych napięć. Do frustracji naturalnych dochodzą bowiem te, które wynikają z hierarchii. Kogo winić za nudę? Czy to nie pan, nie burmistrz i nie proboszcz mają wiecznie pełne brzuchy? Czy to nie oni upasli się na naszej biedzie, samemu nic nie robiąc? W czasie restrykcyjnych porządków społecznych karnawał był czasem całkowitego odwrócenia zasad: profanum uwznioślano, z świętości dworowano; lud przejmował władzę, a prawo zanikało.
Po trzecie, gwałtowność wydarzeń i gwałtowność zmian. Karnawał trwał od końca okresu bożonarodzeniowego aż do ostatków przed Środą Popielcową, z kulminacją w czasie ostatniego tygodnia, czyli zapustów. Było to tych kilka dni, kiedy bezpiecznie wolno było wszystko, zanim Wielki Post nie przywrócił życia na tory nie tyle normalne, co ascetyczne. W ciągu zaledwie jednego tygodnia przechodzono od skrajnej swawoli do pełnego powagi oczekiwania na Mękę Pańską. Zanim do tego jednak doszło, rozpasanie sięgało granic, które z dzisiejszego punktu widzenia są niewyobrażalne. Relacje z późnośredniowiecznej Francji opisują takie ekscesy jak publiczne obnażanie się czy defekacje do ogólnodostępnych studni.
Interesujące jest też to, ile wspólnego miały ze sobą w istocie karnawał i publiczna żałoba. W czasach Cesarstwa Rzymskiego, kiedy osoba cesarza uosabiała moc prawa, jego śmierć wywoływała wrażenie pustki prawnej – czyli anomii. Okres żałoby miał niejako przedłużyć życie władcy i zapobiec zamieszkom, do jakich mogło dojść wobec braku suwerena. I to właśnie anomia wiąże żałobę z karnawałem. O ile jednak w trakcie żałoby stosowano procedurę, znaną jako justitia – czyli stan wyjątkowy, zawieszenie praw i aktywności publicznej – o tyle w przypadku karnawału anomia była jego istotą.
W niektórych miejscach tradycyjnie przekazuje się symbole władzy świętującemu tłumowi, jak w miastach nadreńskich i westfalskich. Ten sam zwyczaj zachował się zresztą w innych wydarzeniach o charakterze karnawałowym, choć odbywających się poza właściwym okresem karnawału – przede wszystkim podczas Juwenaliów. Dawniej, lud reprezentowany był przez króla karnawału, na co dzień człowieka wykluczonego ze społeczeństwa – skazańca lub chorego psychicznie. Gest przekazania władzy pod postacią kluczy do miasta czy też insygniów jest w jakimś sensie powtórzeniem sytuacji justitii – utrzymaniem materialnych symboli obowiązującego prawa, aby nie dopuścić do całkowitego rozpadu porządku społecznego.
Jednakże karnawał to przede wszystkim zabawa. Większość karnawałowych rozrywek opiera się na tańcu, często symbolicznym, kolistym, co nawiązuje zapewne do rocznego cyklu, a w szczególności odzwierciedla oczekiwanie nadchodzącej wiosny i odradzającego się życia. Podobną rolę w zabawach karnawałowych odgrywa ogień, przez który świętujący skaczą i przy którym bawią się. Źródła tych zwyczajów, popularnych niegdyś w całej Europie, leżą w pogańskim rodowodzie karnawału, związanym z kultami życia i płodności.
Innym typem zabaw karnawałowych, rozpowszechnionych w szczególności we Francji, jest błazenada, która dotyka wszystkie warstwy społeczne. Kupcy handlują bezwartościowymi śmieciami, księża wygłaszają nonsensowne kazania i okadzają świątynie kadzidłem ze starych butów. Oczywiście, jest to również czas nieskrępowanych naruszeń porządku – wolno lżyć, obrażać i dworować sobie ze wszystkich świętości, w szczególności zaś z władzy i hierarchii. W całej rozciągłości ujawniał się, nazywany tak przez rosyjskiego literaturoznawcę i teoretyka karnawału Michaiła Bachtina, „dół cielesno-materialny”: rozluźnieniu ulegały obyczaje, zaś nagość i przygodne kontakty seksualne stanowiły nieodłączny element zabaw, podobnie zresztą jak inne, kojarzone z profanum, czynności – chociażby wspomniane defekacje do studni. Dodatkowym aspektem materialnym jest pozyskiwanie przez świętujących drobnych pieniędzy czy podarunków od przedstawicieli lokalnych elit, najczęściej podczas skonwencjonalizowanych zabaw, w których muszą się oni wykupywać z niewoli tłumu, bądź też poprzez zwyczajną kradzież, która w dniach karnawału przestaje być przestępstwem. Wszystkiemu towarzyszy oczywiście ponadwymiarowe pijaństwo i obżarstwo.
Karnawał to maskarada. Skoro jego istotą jest odwrócenie codziennych hierarchii i porządków, świętujący chętnie wcielają się w cudze role. Dotyczy to zwłaszcza figur, które w pozakarnawałowym społeczeństwie uważane są za podrzędne, wykluczone czy hańbiące – dominują więc przebrania zwierząt, wariatów, skazańców, Żydów czy Cyganów. Do tego doliczyć należy przebrania przedstawicieli władzy, często groteskowe i karykaturalne – królów, panów, księży, sędziów czy żandarmów. Nierzadko zakładano łachmany, czy własne ubrania na opak. Przebrani mieszkańcy organizowali się zwykle w barwne pochody, przemierzające okoliczne wsie czy ulice miast do wtóru muzyki, śpiewu i okrzyków.
Inną postacią karnawałowej maskarady są towarzyszące pochodom kukły, wyobrażające ludzi lub zwierzęta, i często stanowiące symbol zapustów. Parady z udziałem tych kukieł opierały się niekiedy na odgrywaniu procesji kościelnych lub rytuałów władzy, podczas których obnoszono je po okolicy i zbiorowo oddawano im cześć. Przy okazji wykonywano również wynikające z przesądów czynności, które miały zapewnić dostatek i powodzenie w nadchodzącym roku. Kukły stawały się zresztą zwykle ofiarami końca karnawału – kiedy zapusty dobiegały końca, ścinano je, palono, wrzucano do rzek czy na inny sposób niszczono, symbolicznie oznaczając przejście od mięsopustu do postu.
Karnawał to również czas odwróconych porządków płci. W trakcie mięsopustu kobiety sięgają po władzę wśród ludu tak, jak lud sięga po władzę elit. Wiele z karnawałowych zwyczajów opiera się na symbolicznym wykonywaniu czynności charakterystycznych dla instytucji władzy – a zatem kobiety ogłaszają rozporządzenia, wydają wyroki sądowe, pozorują egzekucje. Poza tym, w czasach średniowiecznych przebieranie się kobiet w stroje męskie, zaś mężczyzn – w kobiece, było jednym z częstszych sposobów na świętowanie, na równi z innymi maskaradami.
W Krakowie w tłusty czwartek urządzano comber babski – zapusty miejskich przekupek. Pochód niósł na czele słomianą kukłę wyobrażającą mężczyznę, którą na Rynku rozszarpywano i lżono. Następnie kobiety ścigały mężczyzn, których, pojmanych, zmuszano do wykupienia się datkiem – pocałunkiem lub podarunkami, w zależności od urody zatrzymanego. We wspomnianej już Nadrenii i Westfalii, tłum kobiet i dziś obcina napotkanym mężczyznom krawaty nożyczkami, począwszy od burmistrzów i urzędników miejskich.
Karnawał kończy się szybko i gwałtownie. Po zapustach przychodzi Środa Popielcowa i post tym głębszy, im intensywniejsze były zabawy. Jedno nie mogło istnieć bez drugiego. Bachtin pisał o karnawale, że jest to czas, w którym relacje między ludźmi ustanawiały się na nowo, zaś porządek świata był burzony po to, by wkrótce ulec odrodzeniu. Współcześnie, być może na naszą szkodę, zapusty nie odgrywają już takiej roli – cały rok jest czasem względnej pracy, czasem względnego odpoczynku, względnej konsumpcji i względnej ascezy. Względność ta – wobec bezwzględności postu i karnawału – niekoniecznie musi wpływać dobrze na człowieka, który, pozbawiony możliwości udziału zarówno w hierarchii, jak i jej kwestionowaniu, rozpływa się w codzienności pozbawionej większych wydarzeń i namiętności. Choćby i dlatego warto pozwolić sobie na nieco bardziej ekstatyczny mięsopust, a po nim – na nieco bardziej ascetyczny post.
Michał Sawczuk (ur. 1995) – romanista i mediewista, tłumacz literatury średniowiecznej, doktor literaturoznawstwa. Bada historię i kulturę oksytańskiego obszaru językowego w wiekach średnich oraz ich współczesną recepcję. Autor książki „Męskie, żeńskie w średniowiecznej poezji kobiet w języku oksytańskim”.



