2 marca, 2026

„Łemko: piśmo dla naroda”. Obraz Łemkowszczyzny w świetle propagandy sanacji

„Łemko: piśmo dla naroda” to czasopismo, którego pierwszy numer ukazał się 19 lutego 1928 roku, a które z bardzo dużą nieregularnością wychodziło do roku 1930. Jego powstanie zainicjował Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem Józefa Piłsudskiego, czyli utworzona w 1927 roku organizacja polityczna, skupiająca pod przywództwem Walerego Sławka rozmaite mniejsze ugrupowania, a także przedstawicieli mniejszości narodowych II RP. Celem BBWR było utrzymanie władzy po przewrocie majowym w nadchodzących wyborach w 1928 roku. 

Poparcia zaczęto szukać oczywiście również wśród ludności łemkowskiej, stąd też nowe czasopismo „Łemko” przybrało charakter propagandowy. Już więc od pierwszego numeru ocieplany był wizerunek marszałka Józefa Piłsudskiego, prezentowanego jako najważniejsza osoba w państwie, a przede wszystkim – jako jedyny obrońca Łemków i gwarant bezpieczeństwa ich interesów w II RP.  

Emigracja za ocean w wyniku nieudolnych rządów zaborcy

Jako największego wroga przedstawiano w piśmie Austrię i upadłą już wtedy dynastię Habsburgów. Początkowo krytyka Cesarstwa ograniczała się do sytuacji ekonomicznej, jaka panowała w tzw. Golicji i Głodomerii. To istotna kwestia, gdyż w jej efekcie do 1914 roku z Galicji w celach zarobkowych wyemigrowało za ocean od 110 tys. do 140 tys. Łemków. 

Kierunkiem ich podróży były przede wszystkim Stany Zjednoczone, które przeżywały w drugiej połowie XIX wieku gwałtowny rozwój przemysłowy (w 1883 roku ukończona została druga linia kolei transkontynentalnej, nieustannie wzrastało zapotrzebowanie na nowych pracowników). Rzesze ludności chłopskiej decydowały się więc na podróż na drugi koniec świata w nadziei, że uda im się poprawić sytuację materialną. Często całe rodziny zadłużały się w celu sfinansowania transportu przez Atlantyk dla jednej osoby. Wiele jednak z nich padało manipulacjom „agentów” podających się za urzędników państwowych, którzy wykorzystywali powszechny analfabetyzm chłopów i ich nieznajomość obyczajów w celu wzbogacenia się w łatwy sposób. 

W piśmie wyrażano dobitnie żal wobec władz austriackich, które przez skrajne zaniedbanie interesu swoich obywateli doprowadziły do ich masowego eksodusu. Emigracja za ocean osiągnęła punkt kulminacyjny w pierwszej dekadzie XX wieku. Zatrzymał ją oczywiście wybuch I wojny światowej, który zablokował również możliwość powrotu osób przebywających już w Ameryce. 

Thalerhof bolesny symbol jednoczący Łemków w wolnej Polsce

Apogeum swojego antyaustriackiego profilu pismo zaprezentowało w numerze IV z listopada 1928, który zdominowany został przez tematykę obchodów 10. rocznicy nie odzyskania niepodległości przez Polskę, lecz – upadku Austrii. Był to pretekst do przypomnienia licznych represji, które dotknęły ludność łemkowską jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. 

Łemkowie (aż do momentu przesiedleń) byli narodem mocno podzielonym, jeśli chodzi o wizję tego, pod jakim (jeśli w ogóle) patronatem powinna realizować się ich niezależność. Wyróżnić można wśród nich trzy główne ruchy: staroruski (dążący do pełnej autonomii Rusinów), ukrainofilski oraz rusofilski, przez krytyków zwanym moskalofilskim. 

W okresie rosnących napięć i niepokojów w przededniu wybuchu Wielkiej Wojny Cesarstwo Austriackie zaczęło postrzegać swoich rusińskich obywateli jako potencjalnych szpiegów/agentów, którzy mieli kolaborować z wrogim Imperium Rosyjskim. Już w 1912 roku namiestnik Galicji Michał Bobrzyński nakazał starostom i komendantom policji utworzenie list lokalnych działaczy rusofilskich (co dodatkowo podsycało antagonizmy w relacjach polsko-ukraińsko-łemkowskich). Sytuacja pogorszyła się dwa lata później, po wybuchu walk, kiedy armia austriacka nie była w stanie odeprzeć naporu wojsk rosyjskich, które pod koniec 1914 roku przesunęły front wschodni w pobliże Krakowa. 

„Łemko: piśmo dla naroda” niezwykle sugestywnie przedstawiało atmosferę panującą w tamtym okresie. Wyrzucano minionej już władzy, że własnych obywateli postrzegała jako zdrajców państwa. 

Niekwestionowanym symbolem męczeństwa stał się Thalerhof, czyli obóz koncentracyjny utworzony na terenie Austrii w okolicach Grazu, do którego zsyłano podejrzaną o moskalofilstwo ludność Galicji i Bukowiny. Pierwszy transport przybył do obozu 18 września 1914 roku, kiedy nieutworzone zostały jeszcze zabudowania mieszkalne, a internowani byli zmuszeni do przebywania pod gołym niebem. W periodyku wspomina się o kolejnych epidemiach trawiących więźniów (tyfus, cholera) oraz o postępującym wyludnieniu Łemkowszczyzny, w której pozostać miały jedynie kobiety i dzieci. Szczególną uwagę zwracano na represje i masowe aresztowania przedstawicieli duchowieństwa. 

W okresie międzywojennym kultywowana pamięć o Thalerhofie stała się hasłem jednoczącym Łemków, zwłaszcza po nieudanej próbie zdobycia autonomii w 1918 roku. Jednak na łamach pisma kwestia starań o niezależność została dziwnie pominięta. Zamiast tego w licznych fragmentach wyrażano radość oraz wdzięczność z powodu powstania niepodległej Rzeczypospolitej, którą przedstawiano jako „wybawienie dla wymęczonej Łemkowszczyzny”: Polska dała nam wolność i swobodę polityczną, wyzwolenie od Austrii, dlatego wdzięczna Łemkowszczyzna nie zapomni jej tego i pozostanie wierna na zawsze.

Podsycanie nastrojów antyukraińskich

W parze z antyaustriackimi treściami pojawiały się w piśmie również tendencje silnie antyukraińskie. Z jednej strony, wynikało to z licznych represji z okresu I wojny światowej, które dotknęły Łemków o rusofilskim oraz moskalofilskim nastawieniu (odpowiedzialność za nie przypisywano po części aktywistom ukraińskim, którzy kolaborować mieli z władzami austriackimi w celu usunięcia swojej politycznej konkurencji). Z drugiej zaś strony, był to także efekt postępującej na Łemkowszczyźnie ukrainizacji, jaka szerzyła się chociażby z ambon cerkiewnych poprzez unickich duchownych.  

W piśmie agitatorzy ukraińscy nazywani byli wprost „skrytymi posłańcami naszej gnębicielki i naszego kata – Austrii”. Kiedy poruszano problem konwersji na prawosławie, odpowiedzialnością za to zjawisko obarczano ukraińskich polityków: Musimy zauważyć, że przyczyna szerzenie się prawosławia wśród nas, leży poza nami. Nie z Łemkowszczyzny wyszło to hasło, ale ono przyszło do nas z Przemyśla i Lwowa. Przyszło do nas z ukraińską polityką. 

Zwiększone zainteresowanie prawosławiem sięga już przełomu XIX i XX wieku i spowodowane było m.in. wpływem powracających ze Stanów Zjednoczonych emigrantów zarobkowych. W Ameryce Kościół greckokatolicki był tworem nieznanym, a praktyki jego przedstawicieli (takie jak np. posiadanie żon przez duchownych) często budziły konsternację i były przyczynkami skandali. Problemem bywała czasem nawet kwestia pochówku unitów, ponieważ księża rzymskokatoliccy odmawiali im miejsca na cmentarzach swoich parafii.

Z drugiej strony rosyjscy osadnicy (handlarze futer) pojawili się na terenie Alaski już w latach 80. XVIII wieku, gdzie rozpoczęli chrystianizację rdzennej ludności. Zanim więc na terenie Stanów powstały pierwsze struktury Kościoła unickiego, część łemkowskich emigrantów naturalnie zwróciła się ku prawosławiu. 

Emigracja, a przede wszystkim będący jej efektem kontakt z „obcymi”, gwałtownie przyspieszyła wzrost świadomości wśród Łemków własnej odrębności społeczno-kulturowej. Masowe przejścia na prawosławie na Łemkowszczyźnie (schizma tylawska) łączyć należy także z chęcią osłabienia proukraińskich idei. 

„Łemko” wyraźnie starało się eskalować napięcie w relacjach łemkowsko-ukraińskich. Kościół greckokatolicki i jego duchowni nazywani byli expressis verbis „austriackimi agitatorami”: Wobec Austrii byliśmy bezsilni i nie dziwi, że widzimy jedyny ratunek i obronę naszej narodowości w prawdziwym ruskim prawosławiu, które już samo w sobie jest zaprzeczeniem ukraiństwa. Czyż nie ma innej obrony naszego narodu przed ukraińskimi nauczycielami i agitatorami, niż Łemkom przechodzić na prawosławie? Nie wolno nam zapomnieć, że jak rozbijemy się na katolików i prawosławnych to tym szybciej nas wszystkich zniszczą i wynarodowią

Dodatkowo w majowym numerze z 1929 roku ukazał się artykuł, poruszający problem szkolnictwa u Łemków. Wyrażono w nim obawę, że zinstytucjonalizowana edukacja przyczyni się do ukrainizacji ludności rusińskiej, która pozbawiona zostanie swojego własnego języka.

Dział zagraniczny 

Choć w „Łemko” dominowała tematyka ściśle powiązana z ziemiami Łemkowszczyzny oraz polityką II RP, zdarzały się również przypadki tekstów, które relacjonowały wydarzenia z zupełnie odległych części świata. 

Za przykład posłużyć może krótka notka poświęcona rewolucji w Meksyku z kwietnia 1929 roku. Jej treść skupia się przede wszystkim na prześladowaniach religii katolickiej, które miałyby być „gorsze niż w Rosji bolszewickiej” (o nich wspomina się za to w końcówce majowego numeru z 1929 roku). 

W tym samym numerze zamieszczona została relacja z wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych pt. „Wybory w Ameryce: Łemkowie za swoim dobrodziejem”: Byli dwaj kandydaci, jeden Smith, kandydat katolików i dlatego nie bardzo popularny, drugi Hoover, kandydat demokratów, na którego głosowali także Polacy i Łemkowie. Należy jednak od razu sprostować, że doszło tutaj do pomyłki, gdyż Herbert Hoover, który wygrał wybory prezydenckie, był przedstawicielem partii republikańskiej. 

Większą część artykułu poświęcono zasługom Hoovera i pomocy, jakiej udzielił on Polakom i Łemkom po I wojnie światowej: Zbiednieli i zniszczeni przez Austrię Łemkowie dużo zawdzięczają temu wielkiemu człowiekowi. Dlatego wszyscy Łemkowie tak z Polski, jak i z Węgier ochoczo głosowali za nim. 

Pismo wspomina również o planowanej w Warszawie uroczystości odsłonięcia pomnika „dla tego dobrodzieja polskiego kraju”, na którą oczywiście planowano wystawić delegację z Łemkowszczyzny.

Należy raz jeszcze podkreślić, że „Łemko: piśmo dla naroda” miało charakter wybitnie propagandowy, nierzadko paszkwilowy. Był to częściej polityczny głos BBWR-u niż samych Łemków. Wczytując się jednak w to krzywe zwierciadło, można zobaczyć, jakie bolączki trawiły II RP u progu lat 30. 

Silna propaganda antyukraińska wyraźnie unaoczniła skomplikowany status odrębności Łemków, wielość ich pomysłów na własną autonomię, a także realną obawę polskiego państwa przed utratą wpływów wśród Rusinów. Niechęć do Ukrainy była więc nieustannie podsycana dramatyczną wizją wynarodowienia. 

Tym, czego należało bronić, a co jednocześnie jednoczyło, była dla Łemków wiara, język, a także pamięć o bolesnych doświadczeniach. Widmo Thalerhofu urosło do rangi ostatecznego argumentu, który zakończyć mógł każdą dyskusję o stosunkach łemkowsko-austriackich oraz łemkowsko-ukraińskich. 

W piśmie nieliczne były obrazy przedstawiające Łemkowszczyznę jako krainę silną; za to nieustannie podkreślano jej słabość, biedę, nieurodzajność górskiej ziemi oraz dramatyczną historię. Problem stanowił również brak perspektyw dotyczących zatrudnienia Łemków na stanowiskach bardziej wpływowych – tutaj jednak odpowiedzialność ponownie zrzucona została na stronę Ukrainy. Wyjątek stanowi artykuł otwierający numer IV z 1928, który relacjonował postępującą elektryzację i rozwój Łemkowszczyzny (rozświetlona przypominać miała „Amerykę lub inne krainy zachodnie”). 

Z pewnością pismo wybielało politykę polskiego rządu II RP i jego stosunek do Łemków, jednak zawarta w nim propaganda okazała się skuteczna i zdobyła głosy Rusinów w wyborach w 1928 roku. 

Gabriela Wołek (ur. 2002) – literaturoznawczyni i muzykolożka, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jej zainteresowania koncentrują się na literaturze okresu polskiego oświecenia, muzyce dawnej i ludowej, a także na wzajemnych powiązaniach literatury oraz muzyki. Wiolonczelistka, chórzystka (brała udział w projektach z m.in. Irish Chamber Orchestra Academy czy tarnowskim chórem Rondine), redaktorka studenckiego czasopisma naukowego „Polisemia", uczestniczka ogólnopolskich i międzynarodowych konferencji (współpracuje z Progect Network for Studies of Progressive Rock).

W Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie trwa wystawa czasowa „Formy obecności. Sztuka Łemków/Rusinów Karpackich”. Jest to pierwsza w historii tak szeroka prezentacja dorobku artystycznego tej karpackiej społeczności. Wystawę można zwiedzać do 30 czerwca 2026 roku. 

Tekst Gabrieli Wołek pierwotnie ukazał się w II numerze kwartalnika kulturalnego PARYŻEWO.

KUP KWARTALNIK

Paryżewo

Czytaj oraz wspieraj dziennikarstwo i publicystykę na wysokim poziomie.
Zobacz, kto mnie rekomenduje:
Więcej
paryzewo.pl 2023 - wszystkie prawa zastrzeżone