Napięta sytuacja w Królestwie Kongresowym objawiająca się licznymi manifestacjami patriotycznymi w latach 1861-1862, miała swoje odbicie w Galicji. Władze rosyjskie z całą stanowczością i brutalnością pacyfikowały każdą następną manifestację w nadziei, że pozwoli to ustabilizować sytuację w kraju. Wbrew tym oczekiwaniom nastroje rewolucyjne jedynie wzrastały, a społeczeństwo polskie coraz mocniej konsolidowało się.
Dotyczyło to również Galicji oraz ziem włączonych do zaboru pruskiego. Według przekazu pamiętnikarskiego Jana Stella-Sawickiego nawet Niemcy mieli być pod wrażeniem solidarności Polaków, którzy w ramach żałoby po zabitych przez Rosjan manifestantach zaprzestali urządzania zabaw, publicznych tańców, a nawet prywatnych przyjęć domowych. Zwrócił on także uwagę, że jedynie Rusini wyłamali się z tego trendu, a nawet mieli demonstracyjnie organizować jeszcze więcej zabaw, zaś tym biesiadom bardzo często przewodził lokalny kler greckokatolicki.
Pomimo początkowego zaskoczenia wybuchem powstania, społeczeństwo Galicji niezwłocznie przystąpiło do organizacji pomocy dla walczących w Królestwie krajan. Prym w organizacji struktur konspiracyjnych wiodło bardziej konserwatywne stronnictwo „białych”, które skupiało się wokół Komitetu Galicji Wschodniej z siedzibą we Lwowie, a także Komitetu Galicji Zachodniej z siedzibą w Krakowie. Uznawały one nominalnie Rząd Narodowy urzędujący w Warszawie, a jednocześnie starały się zachować jak najszerszą autonomię względem niego. Rodziło to oczywiście liczne spory kompetencyjne, które utrudniały organizację skutecznej pomocy dla powstania.
Wsparcie militarne
Głównym zadaniem, na którym skupili się konspiratorzy z Galicji, było pozyskanie broni oraz wyposażenia niezbędnego do sformowania oddziałów wojskowych. Na ten cel potrzebne były środki finansowe. Początkowo opierano się na dobrowolnych wpłatach, jednak szybko ustanowiono podatek narodowy. Jego wysokość zależała od zamożności osoby, od której był ściągany. Broń kupowano wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. Specjalnie do tego przeznaczeni agenci odbywali podróże m.in. do Wiednia, gdzie szukali najlepszych ofert. Szczególnie zabiegano o nowoczesne (jak na tamte czasy) gwintowane karabiny systemu Lorenza M1854. Jednak ze względu na skromność posiadanych środków zadowalano się przestarzałymi karabinami kapiszonowymi przerabianymi z karabinów skałkowych, oraz bronią myśliwską.
Formowane na terenie Galicji oddziały powstańcze od razu przystąpiły do oczyszczania granicy austriacko-rosyjskiej z posterunków rosyjskich, aby umożliwić partiom powstańczym jej przekraczanie i przerzut broni. Władze austriackie dokładnie śledziły postępowanie konspiratorów, ale nie wchodziły im w drogę. Wytworzyło to przekonanie o cichym sprzyjaniu powstaniu przez władze austriackie. Jeden z dyktatorów powstania, Ludwik Mierosławski wspominał w swoim dzienniku, że na ulicach Krakowa często można było spotkać członków rozbitych oddziałów powstańczych, którzy nie czuli się zaniepokojeni obecnością policji austriackiej i przechadzali się w pełnym umundurowaniu z bronią w ręku.
Niestety, przeświadczenie polskich konspiratorów było fałszywe; policja austriacka niejednokrotnie informowała Rosjan o ruchach powstańców oraz przekazywała im zdobyte informacje dotyczące ich dalszych planów.
Taka sytuacja miała miejsce 17 lutego 1863 roku podczas nieudanego ataku oddziału płk Apolinarego Kurowskiego na Miechów. Dowódca polskiego zgrupowania liczył na to, że wykorzysta element zaskoczenia i przypuści szybki szturm na niczego niespodziewający się garnizon miasta. Rosjanie byli jednak uprzedzeni i przygotowali skuteczną obronę. Stanowczy opór ze strony obrońców podkopał morale atakujących, którzy nie mogli przedrzeć się przez gęsty ogień karabinowy.
W szeregi powstańców wdarła się panika, której uległ sam płk Kurowski, wysyłając do walki podległą sobie kawalerię. Szarża na wroga przez tak wąskie uliczki nie mogła przynieść pozytywnego rezultatu; tym bardziej, że Rosjanie zajmowali dogodne pozycje obronne. Mimo wszystko w bitwie wsławił się oddział żuawów śmierci dowodzony przez francuskiego wojskowego płk Franciszka Rochebrune’a, który osobiście poprowadził udaną szarżę na bagnety przeciwko Rosjanom broniącym miejskiego cmentarza. Impet uderzenia i zaciekłość powstańców miała wprawić żołnierzy wroga w takie osłupienie, że żuawi byli w stanie wyrywać im broń z rąk.
Bitwa pod Miechowem to jedno z wielu starć, w których wzięły udział oddziały formowane w Galicji. Do historii przeszła działalność oddziałów dowodzonych przez gen. Mariana Langiewicza, późniejszego dyktatora powstania. Odniósł on kilka lokalnych sukcesów, jednak 18 marca 1863 roku został pokonany przez Rosjan w bitwie pod Grochowiskami. Po tej klęsce wycofał się na teren Galicji, gdzie aresztowali go Austriacy.
Przez cały okres trwania powstania styczniowego na terenie Galicji zorganizowano dziesiątki oddziałów, które próbowały przedrzeć się w głąb Kongresówki, aby wesprzeć walczących rodaków. Ze względu na chaos organizacyjny, brak właściwego przeszkolenia oraz odpowiedniego uzbrojenia były one rozbijane przez wojska rosyjskie pilnujące granicy. Chlubny wyjątek stanowi oddział płk Dionizego Czachowskiego, któremu udało się przedrzeć do lasów świętokrzyskich, gdzie prowadził udaną wojnę partyzancką.
Pomoc medyków z Galicji
Bardzo ważnym elementem wsparcia dla walczących oddziałów powstańczych było zorganizowanie przez galicyjskich lekarzy specjalnego kordonu sanitarnego na pograniczu austriacko-rosyjskim. W pierwszych dniach marca 1863 roku zawiązała się Krakowska Rada Lekarska, która koordynowała niesienie pomocy rannym powstańcom.
Zgodnie z instrukcją wydaną w kwietniu kordon lekarski składał się z trzech linii. Pierwsza linia to były tzw. „wioski obywatelskie”, czyli miejscowości położone na szlakach prowadzących z Królestwa do Galicji. Ich mieszkańcy otrzymali zadanie zbierania informacji o ruchach wrogich wojsk, monitorowania sytuacji na pograniczu i przekazywania relacji odpowiednim osobom. Oprócz tego utrzymywali w ciągłej gotowości konie oraz wozy, aby zapewnić rannym powstańcom jak najszybszy transport do placówek znajdujących się po drugiej stronie granicy.
Drugą linię kordonu stanowiły tzw. „stacje lekarskie”, czyli miejscowości, w których na stałe przebywał lekarz. Tutaj ranni otrzymywali profesjonalną pomoc (chociaż oczywiście w miarę możliwości starano się udzielać doraźnej pomocy medycznej już na pierwszych stacjach).
Na trzeciej linii znajdowały się konspiracyjne lazarety, do których trafiali najbardziej potrzebujący. Były one często organizowane od podstaw w prywatnych majątkach lokalnej szlachty. Na ten cel wyznaczano również klasztory. W Krakowie takie instytucje ulokowane były m.in. w klasztorach kapucynów, karmelitów i franciszkanów, a także w prywatnych domach dra Jakuba Drobnera oraz kupca Abrahama Gumplowicza.
Za utrzymanie, zaopatrzenie oraz wyznaczenie personelu obsługującego placówki odpowiadała oczywiście Krakowska Rada Lekarska. Jej członkowie prowadzili specjalny rejestr lekarzy, którzy oprócz pracy w konspiracyjnych placówkach byli wysyłani bezpośrednio do walczących w Królestwie oddziałów powstańczych.
Komitet Niewiast Polskich
Wielkim wsparciem dla funkcjonowania kordonu sanitarnego oraz dla generalnej pomocy powstaniu były kobiety zrzeszone w Komitecie Niewiast Polskich. Zajmowały się one przygotowaniem odzieży i prowiantu dla powstańców, materiałów opatrunkowych, pielęgnowaniem rannych, opieką nad rodzinami walczących, internowanymi i więźniami, zbieraniem funduszy na te cele, agitacją patriotyczną itp. Kobiety wykorzystywane były również do pracy wywiadowczej, były kurierkami oraz brały udział w przygotowaniu ładunków czarnoprochowych.
Głównymi ośrodkami kierowniczymi całej organizacji były Kraków i Lwów, jednak zasięg działalności komitetu wykraczał daleko poza granice wszystkich trzech zaborów. W każdym większym mieście europejskim działały jego sekcje. W Pradze członkinie komitetu opiekowały się internowanymi przez Austriaków więźniami. Dostarczały im odzież, żywność, lekarstwa, a nawet pomagały w organizowaniu ucieczek. Sekcje w Sankt Petersburgu i Moskwie opiekowały się powstańcami, którzy znajdowali się w drodze na zesłanie.
Szeroki zasięg występowania komitetów oraz fakt, że ich członkinie bardzo często pochodziły z wpływowych i zamożnych rodów, pozwalał na szeroki zakup medykamentów, broni i wyposażenia na potrzeby powstania.
Mówiąc o wspieraniu przez kobiety zrywu narodowowyzwoleńczego, nie sposób nie wspomnieć o historii Anny Henryki Pustowójtówny, która w przebraniu mężczyzny (jako Michał Smok) wzięła czynny udział w walkach powstańczych. Pełniła ona również rolę adiutanta kolejno płk Dionizego Czachowskiego oraz gen. Mariana Langiewicza.

W marcu 1864 roku władze austriackie wprowadziły tzw. „stan oblężenia”. Oznaczało to, że wszelka pomoc udzielana powstaniu (nawet pośrednio) oraz udział w nielegalnych organizacjach zaczęły podlegać kompetencji sądów wojennych. Nakazano też zdawanie przez obywateli wszelkiej broni i amunicji.
W ciągu 48h wszyscy obcokrajowcy musieli zgłosić się na policję. W przypadku niezastosowania się do rozkazu każdy schwytany był wydalany z kraju. W praktyce często oznaczało to przekazanie spiskowców w ręce władz carskich.
Stan oblężenia trwał 14 miesięcy. W tym czasie aresztowano ok. 5 tys. osób. Przekreśliło to możliwość dalszego wspierania powstańców z terenów Galicji.
Piotr Kolanek (ur. 1994) – historyk, absolwent Wydziału Nauk Humanistycznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Adiunkt w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Interesuje się historią ruchów konspiracyjnych, metodami prowadzenia walki partyzanckiej oraz ruchami rewolucyjnymi w Europie i na świecie. Prowadzi profil edukacyjny na Instagramie @jovialitates.


