21 sierpnia, 2026

Nie tylko Szela. Osadnictwo polskie na Bukowinie 

Nie samym Szelą polskość na Bukowinie żyje! Polacy w tym tyglu znaleźli się zanim w ogóle ukuł się termin „Galicja”. Być może nawet przed pojawieniem się słowa „rabacja” w polszczyźnie. Ale właściwie kiedy? 

Dokładnej daty pierwszego „Zdrowaś Mario” na Bukowinie nie zna nikt. Wiadomo, że lata przed bytowaniem tamże Habsburgów późnośredniowieczni polscy franciszkanie ruszyli na południowy wschód, by nieść katolicyzm ludom zamieszkującym ten region. Kto by pomyślał, że te nawrócone przez Polaków ziemie kilkaset lat po misjach franciszkańskich staną się Ziemią Obiecaną dla biedaków z najuboższych regionów rozebranej Rzeczpospolitej!

Tak to się żyło wśród bidoków z Golicji: jeden za pracą jechał do dobrze prosperującego, industrializującego się Cieszyna; drugi, zapewne wiślański protestant, wybierał pracę w Wojwodinie. Jeszcze inny trafiał na Bukowinę w niejasnych okolicznościach. Nie jechał co prawda z myślą o kontynuacji dziedzictwa Andrzeja Jastrzębca, pierwszego biskupa sereckiego, który siedemnaście lat po przygarnięciu Mołdawian pod opiekę duszpasterską chrzcił Litwę. Niemniej jednak doświadczenia polskich księży na pewno pomagały nowoprzybyłym, głównie góralom. 

Ci, którzy dopiero się zadomowili, mogli już poobserwować cały przekrój społeczny, bo pod koniec XVIII wieku na Bukowinę trafili polscy żołnierze z armii austriackiej, którzy po ściągnięciu mundurów decydowali się na zakup ziemi w regionie. Szybko dołączył do nich również półświatek z całego Imperium Habsburgów. Wszak ziemia bez ludzi oznacza ziemię, na której człowiek staje się tabula rasą, niezależnie od tego, czy w przeszłości kradł, czy walczył w powstaniu listopadowym. Na Bukowinie szczęścia szukali nawet polscy insurekcjoniści z sąsiedniej carskiej Rosji.

Mijający pod znakiem migracji społecznych w tym regionie wiek XIX przyniósł także rozkwit ruchów narodowych. Polacy, którzy przybyli na Bukowinę, nie wyzbywali się polskości, nie odcinali się także od swoich korzeni religijnych. Faktem jest, iż pierwsze lata osadnictwa nie należały do łatwych – osadnicy samodzielnie karczowali lasy pod wydzielanie pól. W międzyczasie władze austriackie kładły im kłody pod nogi, nie dotrzymując umów o obniżce czynszów, czy też wyłapując powstańców listopadowych (a inteligencji było jak na lekarstwo). Pomimo tego już na początku XIX wieku w górniczej wsi Kaczyka  (jej nazwa wywodzi się od osiadających nad mokradłami kaczek) powstały dwa ważne ośrodki dla polskiej społeczności: szkoła prowadzona od 1808 przez lokalnego nauczyciela Zuchowskiego oraz drewniany kościółek zbudowany z inicjatywy księdza Bogdanowicza, poświęcony w 1810 roku. Dwadzieścia lat później na mapie regionu jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne polskie ośrodki administracyjne: wsie Nowy Sołoniec (1834), Plesza (1835) oraz Pojana Mikuli (założona wspólnie z mniejszością niemiecką). Dwie pierwsze trafiły do parafii w Kaczyce, w której w 1855 roku utworzono nowoczesną warzelnię soli. 

W międzyczasie do potomków górali czadeckich dotarli polscy osadnicy z okolic Tarnowa i Kolbuszowej. Jednakże była to zdecydowanie mniej zwarta wspólnota, szybko asymilująca się, zakładająca rodziny z bukowińskimi Rumunami.

Największy rozwój przyniosła II połowa XIX wieku, co było ściśle związane ze zmianami w funkcjonowaniu Imperium Habsburgów – Bukowina stała się samodzielną jednostką administracyjną, niezależną od Galicji. Jednocześnie na znaczeniu w skali kraju zaczęły zyskiwać Czerniowce, dzierżące tytuł nie tylko stolicy regionu, lecz również siedziby organizacji polskich. To tam w 1869 roku powstało Towarzystwo Bratniej Pomocy, a następnie Czytelnia Polska. 

W tym czasie zainteresowana rozwojem regionu władza centralna wysłała na Bukowinę kolejną transzę Polaków. Tym razem byli to pracownicy kolei i robotnicy z okolic Rzeszowa. Zostali sprowadzeni do rozbudowy sieci torów. Do Czerniowiec dojechali także polscy urzędnicy i przyszli inteligenci. Od 1883 wydawano w mieście polską gazetę, a trzy lata później powstał tam Dom Polski (działał do wybuchu II wojny światowej). Na kolejny taki przybytek trzeba było poczekać aż do 1907 roku – osadzono go w Suczawie i działa po dziś dzień. 

Życie kulturalne kwitło nie tylko w Czerniowcach i Suczawie, ale również na wsiach. Dodatkowo ożywiali je „ci z miasta”, którzy służyli pomocą w przekazywaniu wiedzy o prowadzeniu gospodarstwa wiejskiego i nowych rasach bydła. 

W Pojana Mikuli działała wspólna szkoła polsko–niemiecka. Na prośbę lokalnych chłopów Wiedeń wysłał tam wędrownego nauczyciela. Po kilku dekadach, w latach 80. XIX wieku dzieci rozdzielono za sprawą absolwenta nauczycielskiego seminarium w Czerniowcach, Józefa Grabowskiego, przyszłego inspektora polskich szkół powszechnych na południowej Bukowinie. 

Podobnie i wieś została podzielona na część polską (dolną) i niemiecką (górną); granicę wyznaczała kapliczka maryjna. W Pojana Mikuli zarówno Niemcy, jak i Polacy byli wyznania rzymskokatolickiego. W 1870 doczekali się we wsi drewnianego kościoła, a dwadzieścia siedem lat później na jego miejscu stanął kościół murowany. 

Prócz Niemców polscy mieszkańcy wsi napotykali na swojej drodze także Słowaków, Czechów, Węgrów, Rumunów, Rusinów, Ormian oraz oczywiście Austriaków. Narody żyły ze sobą we względnej zgodzie, co końcem stulecia fascynowało najznamienitsze umysły Europy. Wśród nich znalazł się Eugen Ehrlich – socjolog prawa i rodowity mieszkaniec Czerniowiec. Na podstawie pokojowej koegzystencji mieszkańców Bukowiny formułował swoje tezy o regulacji zasad życia społecznego „prawem żywym” – przewyższającym, bądź funkcjonującym równolegle z prawem skodyfikowanym.

Pokojowa koegzystencja przedstawicieli różnych narodów nie oznaczała bynajmniej zacierania się różnic narodowościowych. Nawet między Polakami czuć było różnice wynikające z odmiennych krain pochodzenia. Górale czadeccy i ich potomkowie do dzisiaj posługują się między sobą regionalnym pozdrowieniem „Dobre Zdrowie”, a w ich mowie funkcjonują liczne zapożyczenia z gwar słowackich i góralskich. 

O swoich rodakach pamiętali też Polacy z Galicji. Początkiem XX wieku z inicjatywy krakowskiego duchowieństwa w Kaczyce postawiono murowany kościół w stylu neogotyckim. Projekt budynku stworzył Teodor Talowski – jeden z najważniejszych lwowskich architektów przełomu XIX i XX wieku. Budynek konsekrowano w 1904 roku, a już sześć lat później sprowadzono doń ołtarz i ambonę z antypodów c.k. monarchii  – z Tyrolu. W kościele umieszczono również kopię Czarnej Madonny, zwanej od tego czasu Matką Bożą Kaczycką, patronką Bukowiny.

Zainteresowanie Polakami na Bukowinie i rozrost wsi nie oznaczał jednak permanentnego rozwoju. Wsie były dotykane klęskami żywiołowymi, epidemiami i zmagały się ze zwyczajnym przeludnieniem. Bukowińska ziemia obiecana szybko spowszedniała. Znaleźli się też tacy, którzy przyjechawszy za chlebem w okolice Czerniowiec, wyjeżdżali za nim dalej. Część Polaków po latach przeniosła się do Brazylii, na Bałkany czy nawet do Styrczy – polskiej wsi zwanej „małą Warszawą”, znajdującej się w innej części Bukowiny, obecnie wchodzącej w skład Mołdawii. 

Ci, którzy pozostali, byli świadkami walk o Czerniowce w czasie I wojny światowej. Mimo wszystko mieli pewne szczęście – skutki wojny okazały się dla Bukowiny dosyć łagodne. Po przegranej państw centralnych Polacy zarówno z Suczawy, Kaczyki, jak i ze Styrczy znaleźli się w jednym państwie – Rumunii. 

W przeciwieństwie do siedmiogrodzkich Węgrów Polacy co do zasady nie doświadczali silnej dyskryminacji na tle narodowościowym. Wyjątkiem pozostawała kwestia szkolnictwa. W międzywojniu udało im się zorganizować kilkanaście polskich szkół, w tym prywatnych (kontrowersje wśród Rumunów budziła edukacja w językach narodowych mniejszości finansowana z budżetu państwa). Jednocześnie na Bukowinę przyjeżdżali polscy letnicy zainteresowani losami swoich rodaków zagranicą.

Złotą epokę Polaków na Bukowinie przerwała II wojna światowa. Kto nie zginął z rąk Niemców palących wsie i NKWD organizującego zsyłki, po 1945 mógł być repatriowany na Ziemie Odzyskane. Kto pozostał – po latach lądował na celowniku Ceausescu. 

Ale ci, którzy przetrwali do naszych czasów, wciąż kultywują swoje tradycje. Opiekują się Domem Polskim w Suczawie, tworzą Zespół Tańca Ludowego Sołonczanka. 

Nadal witają się pozdrowieniem „Dobre Zdrowie”. 

Hanna Szymerska (ur. 2003) – publicystka interesująca się regionem Europy Środkowo-Wschodniej, jej kulturą i historią, a zwłaszcza Węgrami. Publikowała m.in. na portalu Nowy Ład, w Rzeczpospolitej, Nowym Obywatelu oraz w dwumiesięczniku ARCANA. Tłumaczy z języka francuskiego i angielskiego, mówi też po węgiersku i rosyjsku. Prowadzi profil na X @HannaMSz.

Paryżewo

Czytaj oraz wspieraj dziennikarstwo i publicystykę na wysokim poziomie.
Zobacz, kto mnie rekomenduje:
Więcej
paryzewo.pl 2023 - wszystkie prawa zastrzeżone