Radłów to miasteczko leżące w województwie małopolskim, 20 km na północ od Tarnowa. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się ono szczególnie atrakcyjnym miejscem w porównaniu z pobliską wsią Zalipie z charakterystycznymi malowanymi chatami czy z sąsiednimi Wierzchosławicami, gdzie urodził się i mieszkał Wincenty Witos. Kilka kilometrów od Radłowa leżą też Jadowniki Mokre – wieś o bardzo ciekawej nazwie, która wzięła się od dawnej profesji jej mieszkańców, zajmujących się produkowaniem zatrutych strzał.
Dlaczego zatem w środku wakacji odwiedziłam akurat gminę Radłów? Wszystko za sprawą ogromnej tragedii sprzed 110 lat, która spotkała młodą dziewczynę ze wsi Wał-Ruda. Karolina Kózkówna zginęła na początku I wojny światowej, 18 listopada 1914 roku, raniona śmiertelnie przez żołnierza armii rosyjskiej.
Krótkie, zaledwie 16-letnie życie Karoliny było wypełnione poczuciem misji i sensu. Oprócz pilnej nauki w szkole (była wzorową uczennicą) i ciężkiej pracy na gospodarstwie aktywnie działała na rzecz lokalnej społeczności. Promowała czytelnictwo wśród chłopskich dzieci i prowadziła katechezy. Odwiedzała chorych, żeby czytać w ich domach. Należała też do Bractwa Wstrzemięźliwości – organizacji propagującej powstrzymywanie się od picia alkoholu. Stroniła od plotek i upominała koleżanki obmawiające innych w jej obecności. Była wzorem pracowitości, hojności wobec ubogich i wdzięczności za okazywane dobro. Jeszcze za życia cieszyła się dużym poważaniem. Trzeba jednak przyznać, że niektórych dziwiła jej asceza, niekiedy przybierająca karykaturalne rozmiary: Gdym podniosła gruszkę leżącą przy drodze, zaraz mi zwróciła uwagę: „a wolno to tak ” — a gdym się zdziwiła — „jak to, ani gruszki sobie nie wolno wziąć” — ona mi odpowiedziała: „Nie, bo to cudze” [wspomnienie Marii Gulik, koleżanki Karoliny].
Szkoda, że Kościół Katolicki w swojej narracji na temat tak bolesnej straty młodej, wartościowej dla lokalnej społeczności osoby w pierwszej kolejności skupił się na zachowaniu przez nią dziewictwa w obliczu próby gwałtu. Katolicy nie tylko w bezmyślny sposób połączyli temat przemocy seksualnej z czystością przedmałżeńską, ale jeszcze postawili męczeństwo w obronie tej czystości na piedestale i od lat odcinają od tego kupony.



Obrończyni cnoty niewieściej
Pod sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie stoi pierwszy pomnik nagrobny ufundowany przez rodziców zamordowanej nastolatki. Widnieje na nim napis:
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają. – Tu spoczywa śp. Karolina Kózka, męczennica za swe panieństwo z ostatniej wojny światowej. Urodzona 2 VIII 1898 r., zamordowana 18 XI 1914 r. (...)


Powstrzymam się od oceniania ludzi żyjących ponad 100 lat temu, bez dostępu do podstawowej wiedzy na temat psychologii i syndromu stresu pourazowego, jaką dysponujemy współcześnie, że z przerażonej dziewczyny uciekającej przed drapieżcą seksualnym zrobili heroiczną obrończynię cnoty panieńskiej. Wstrzymam się też od oceny działania specjalnej komisji z położną na czele, która po śmierci Karoliny dokonywała oględzin jej ciała, by zeznać protokolarnie wobec ówczesnego proboszcza (!) w Zabawie, że zachowała ona dziewictwo: Karolina taka była, jak mała dziewczynka, zupełnie czysta, nienaruszona.
Jednak nie jestem w stanie dłużej milczeć na temat tego, że w 2025 roku ta skandaliczna narracja nadal jest bezmyślnie powielana przez księży, siostry zakonne, animatorów wspólnot młodzieżowych i katolickie media. Uważam za skandal, że na tablicy informacyjnej pod sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie, zupełnie współczesnej, nadal widnieje informacja o heroicznej śmierci w obronie dziewictwa.
Czy współcześni katolicy są zdolni do refleksji, że powielając takie opisy, wysyłają bolesny sygnał osobom skrzywdzonym seksualnie, że są „grzeszne” i „nieczyste”? Przecież w przeciwieństwie do bł. Karoliny nie zdołały obronić się przed swoim oprawcą. Czy katecheci i liderzy Ruchu Czystych Serc zdają sobie sprawę, że gdy podają dalej opowieść w takiej a nie innej formie, być może sugerują ludziom z doświadczeniem tego rodzaju przemocy, że lepiej jest umrzeć, niż zostać zgwałconym?
Niecałe 5 km od sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie ks. Stanisław P. – seryjny pedofil – przez wiele lat krzywdził dzieci (wiadomo o co najmniej 95 chłopcach). Sprawę ujawnił ks. Isakowicz-Zaleski, dzięki czemu trafiła do mediów głównego nurtu. Jak to w ogóle możliwe, że po tych wydarzeniach lokalne elity nadal nie wpadły na to, żeby zmienić narrację o bł. Karolinie – dziewicy i męczennicy w obronie czystości? Brak tej zmiany w szczególny sposób naraża ofiary tego księdza, mieszkańców diecezji tarnowskiej, na retraumatyzowanie ich.
Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie to nowoczesne miejsce z bardzo przemyślaną infrastrukturą pielgrzymkowo-turystyczną. W kościele znajduje się specjalny pokój dla rodziców z małymi dziećmi, gdzie mogą w spokoju uczestniczyć w nabożeństwach. Jest to rozwiązanie coraz częściej chwalone nie tylko w kręgach kościelnych. Ponadto w tym sanktuarium funkcjonuje osobna kaplica poświęcona ofiarom wypadków komunikacyjnych. Kiedy ją zwiedzałam, tym bardziej nie mogłam zrozumieć dlaczego ci, którzy stworzyli tak poruszające miejsce, nie dostrzegli problemu w powielaniu anachronicznej narracji o bł. Karolinie i niebezpieczeństw wynikających z łączenia tematu przemocy seksualnej z czystością przedmałżeńską. Jakim cudem w takim miejscu, ewidentnie idącym z duchem czasu, zabrakło elementarnej empatii także dla osób z doświadczeniem przemocy seksualnej?
Wreszcie – jak w ogóle można z Karoliny Kózki – młodej kobiety z tak ogromnym potencjałem na bycie wzorem pracowitości i aktywności na rzecz swojej małej ojczyzny, uczynić w pierwszej kolejności przedmiot fiksacji seksualnych na punkcie szóstego przykazania?



Wielka Wojna małych ludzi
Kto przeżył pierwsze dni listopada 1914 r., ten ich nie zapomni do śmierci. Z każdym dniem, w miarę cofania się armii austriackiej, wzrasta przekonanie, iż wnet Moskale przyjdą, a poprzedzają ich wieści straszne o rabunkach i okrucieństwach, jakich się mają dopuszczać na opuszczonej i bezbronnej ludności. Strach ten potęguje widok uciekających tłumów, które na wozach i pieszo, pomieszane z trenem wojskowym, z tobołkami i pakunkami uchodzą, choć na razie nie wiedzą dokąd. (...) W rzeczy samej, w Radłowie i okolicznych wioskach ludność również panicznie bała się Moskali, ale zmuszona była pozostać na miejscu, aby chronić swój dobytek, uciekali tylko nieliczni.
Ks. Jan Czuj, Moskale w Tarnowie: od 10 listopada 1914 do 6 maja 1915
Mieszkańcy Galicji Zachodniej bardzo szybko odczuli skutki wybuchu I wojny światowej. Już 1 sierpnia 1914 roku o godzinie trzeciej nad ranem rozpoczęła się tam powszechna mobilizacja. Mężczyźni z Ziemi Radłowskiej trafili do 1 Armii generała Viktora Dankla i brali udział w zwycięskiej bitwie pod Kraśnikiem – pierwszej bitwie na froncie wschodnim Wielkiej Wojny. Jednak niedługo później nastąpiła kontrofensywa. Rosjanie przerwali pasmo austro-węgierskich zwycięstw. Pod koniec października żołnierze cara rozpoczęli marsz w kierunku Krakowa.
W oczekiwaniu na nadejście armii rosyjskiej przerażeni chłopi z Radłowa i okolic, którzy uniknęli poboru do wojska, powywieszali na swoich chatach święte obrazy w nadziei, że żołnierze uszanują chrześcijańskie domostwa. Okoliczni Żydzi zdołali już uciec, zostawiając po sobie w pełni zaopatrzone sklepy.
Jako pierwsi do miasteczka wkroczyli Kozacy. W sobotę 14 listopada wtargnęli do opuszczonej restauracji Schönberga, gdzie zorganizowali biesiadę. Nazajutrz krążyli pijani po radłowskim rynku, czym wzbudzali przerażenie u okolicznej ludności, która zmierzała do kościoła na niedzielną mszę świętą.
W przeciwieństwie do regularnego wojska rosyjskiego brudni stepowi Kozacy zabierali siłą i rozbojem wszystko, co im się podobało bez zapłaty za zarekwirowane towary. Chłopi bezskutecznie starali się ukryć przed Kozakami swoje żony i nastoletnie córki. We wtorek 18 listopada, kiedy kozacka horda dotarła do wsi Wał-Ruda, niezidentyfikowany żołnierz uprowadził 16-letnią Karolinę Kózkę. Dopiero po dwóch tygodniach jej ciało porzucone na skraju lasu odnalazł przypadkowy mieszkaniec wioski.


Ta, która „nie pozwoliła na grzeszny czyn”
Z zachowanych wspomnień mieszkańców Radłowa, naocznych świadków tragedii tamtych dni, można łatwo wywnioskować, że Karolina Kózka nie była jedyną kobietą, która doświadczyła napaści na tle seksualnym. Nigdy nie dowiemy się, ile było takich kobiet, ile z nich przeżyło gwałty i musiało żyć z tą traumą przez kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat. Dla ilu z nich wartości chrześcijańskie, w tym czystość przedmałżeńska również były bardzo ważne. Trudno mieć wątpliwości co do tego, że takie kobiety istniały. I bardzo prawdopodobne, że wśród nich są prababki osób, które co niedzielę przychodzą do sanktuarium w Zabawie.
Nie dowiemy się, co czuły tamte kobiety, które w przeciwieństwie do Karoliny Kózki nie zdołały „obronić swojego panieństwa”. Nie mam pojęcia czy w myślach zadawały sobie te pytania, które ja dzisiaj publicznie zadaję. A zadaję je, bo mam na wyciągnięcie ręki dostęp do najnowszej wiedzy z zakresu psychotraumatologii, zgodnie z którą w obliczu próby gwałtu zarówno stan zamrożenia, jak i ucieczka to kwestia impulsu, a nie decyzji i wolnego wyboru. Zatem reakcje takich osób w ogóle nie powinny być rozpatrywane w kategoriach wolnej woli, sumienia i grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu.
W 1972 roku w kwartalniku prawno-historycznym „Prawo Kanoniczne” ukazał się artykuł Joachima Romana Bara i Jana Białoboka pt. Nieszczęśliwy przypadek czy męczeństwo: refleksje kanonisty nad śmiercią Karoliny Kózkówny. Wspomniani kanoniści dokładnie w taki sposób analizowali okoliczności śmierci bł. Karoliny: w kategoriach wolnego wyboru i świadomej decyzji 16-latki o stoczeniu walki w obronie czystości. W tym tekście padają sformułowania, że Karolina (...) szybko zrozumiała, że nie może się zgodzić bez obrazy Boga na żądanie napastnika oraz że nie pozwoliła na grzeszny czyn. Tym samym autorzy publikacji moralną odpowiedzialnością za gwałt obarczają nie tylko napastnika, ale również jego ofiarę.
Od publikacji tego artykułu minęło ponad 50 lat, a nadal zdarzają się sytuacje, kiedy spowiednicy oczekują od osób straumatyzowanych przemocą seksualną spowiadania się z doświadczonej krzywdy, traktując reakcję zamrożenia jako świadomą zgodę i grzech przeciwko szóstemu przykazaniu.
Dziś Karolina Kózkówna jest patronką Ruchu Czystych Serc – młodzieżowego ruchu promującego zachowywanie czystości przedmałżeńskiej i kierowanie się wartościami chrześcijańskimi we współżyciu małżeńskim. Wspomniany ruch zakłada panowanie nad swoim popędem seksualnym i powstrzymywanie się od aktywności seksualnej przez kochające się pary narzeczonych. Tymczasem bł. Karolina Kozkówna w obliczu napaści nie musiała panować nad popędem seksualnym – nie odczuwała go. Nie znała człowieka, który 18 listopada 1914 roku wtargnął do jej domu, sterroryzował jej rodzinę i uprowadził ją do lasu. Zestawianie tragicznej sytuacji, w której się znalazła z dylematami par czujących pożądanie, którego według nauczania Kościoła nie mogą zaspokoić w związku niesakramentalnym, brzmi jak jakaś ponura parodia. To spłycanie, infantylizowanie i umniejszanie tragedii wszystkich osób wykorzystanych seksualnie.
Karolina Kózkówna nie tylko z tego powodu nie pasuje do bycia patronką par czekających z seksem do ślubu i ruchu promującego tworzenie takich relacji. Według wspomnień członków jej rodziny i przyjaciół ona nigdy nie zamierzała wstąpić w związek małżeński. Nie tylko nie interesowało jej zamążpójście – marzyła o samotnym życiu w małym domu. We wspomnianym wyżej artykule opublikowanym w 1972 roku pojawia się takie świadectwo Marii Pająk, serdecznej koleżanki Karoliny: Kiedy raz jej mamusia mówiła, jak będą z ojcem dzielić majątek między dzieci, gdy się będą wydawać, wtedy Karolina powiedziała z niechęcią: „E, będziemy się wydawać”. Wiem też od Rozalii Potulickiej, koleżanki Karoliny, że Karolina powiedziała do niej tak: „Ja się nie będę wydawała, tatuś postawi mi taki mały domek o jednym oknie i będę sama w nim mieszkała.
Gdyby członkowie Ruchu Czystych Serc rzeczywiście byli zainteresowani tym, co ich patronka ma do powiedzenia w temacie relacji damsko-męskich, to uczyniliby z niej co najwyżej patronkę dziewic konsekrowanych.


Zbawczy wstyd?
Do sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie tłumnie przyjeżdżają pielgrzymki młodzieży z całego kraju. 4 km od kościoła we wsi Wał-Ruda odtworzono dom rodzinny Karoliny Kózkówny, który można za darmo zwiedzać. To małe muzeum jest bardzo zadbane, i, co warto zaznaczyć, zastaliśmy je otwarte w zwykłe poniedziałkowe południe. W osobnym budynku funkcjonuje sklep z dewocjonaliami. Obok różańców, obrazków z wizerunkiem bł. Karoliny i książek pt. Zbawczy wstyd leżą plastikowe kapibary. Przed sklepem stoi automat z kawą Carolla. Tę kawę można kupić także w sklepie internetowym. W opisie produktu czytamy, że jest to edycja limitowana kawy wyprodukowanej przez Maestro Cafe dla uczczenia bł. Karoliny – wzoru budowania przyjaznej wspólnoty.






Kilkaset metrów od sklepiku z pamiątkami rośnie las, w którym zginęła bł. Karolina. Na miejscu tragedii sprzed 110 lat zbudowano stacje drogi krzyżowej. O męczeńskiej śmierci Karoliny Kózkówny informują także dwie takie same tablice – jedna przed sanktuarium w Zabawie, druga przed domem Karoliny w Wał-Rudzie. Na rysunku przedstawiającym bł. Karolinę znajdują się strzałki z odniesieniami do każdej jej części ciała, ze szczegółowymi informacjami nt. obrażeń, jakich doznała w wyniku napaści. Moim pierwszym skojarzeniem, gdy to zobaczyłam, były rysunki zwierząt w sklepie masarskim z nazwami poszczególnych kawałków mięsa.


W tym przedziwnym miejscu, w którym patos miesza się z kiczem, martyrologia z infantylizmem, a nowoczesność i profesjonalne podejście do turystyki sakralnej z anachroniczną, nie przystającą do współczesnej wiedzy psychologicznej narracją o „ochronie panieństwa” w obliczu próby gwałtu, wyeksponowano jeden ciekawy symbol. Jest to stara grusza – liczące 200 lat drzewo rosnące w pobliżu domu Karoliny Kózki; niemy świadek jej życia i działalności apostolskiej. To właśnie tam bł. Karolina czytała książki religijne dzieciom i młodzieży z wioski oraz prowadziła katechezy.
Łapię się tej starej gruszy nie bez powodu, gdyż może być ona pierwszym drogowskazem do zmiany narracji nt. bł. Karoliny Kózkówny. Historia życia tej młodej dziewczyny zawiera wystarczająco dużo inspirujących wątków dla współczesnej młodzieży. Nie trzeba przyklejać do niej absurdalnej narracji o jej „męczeńskiej śmierci w obronie panieństwa”.



Karolina była przykładem, że pomimo młodego wieku, pochodzenia z niezamożnej rodziny i mieszkania w małej miejscowości, warto wykorzystywać wszystkie dostępne możliwości i rozwijać swój talent, żeby służyć wspólnocie. Że takie życie może być dobre, piękne, głębokie, wypełnione poczuciem sensu, bardzo potrzebne i doceniane. Karolina to wzór bycia wierną w rzeczach małych, cieszenia się z drobnostek i pełnego wykorzystywania bardzo ograniczonych szans. W erze mediów społecznościowych, pompowania kultury indywidualizmu i podtrzymywania w młodych ludziach poczucia bycia niewystarczającymi, jest to wyjątkowo cenna lekcja skupienia, uważności oraz czerpania satysfakcji z tego co się ma. Parafrazując fragment powieści Wróżenie z wnętrzności Wita Szostaka: Karolina nie obżerała się światem i nie wypełniała siebie światem – ona wypełniała sobą świat.
Natomiast tragiczna śmierć bł. Karoliny Kózkówny powinna być pretekstem do pogłębionych rozmów nt. osób z doświadczeniem przemocy seksualnej – także, a może przede wszystkim tych wykorzystanych w Kościele. Ale żeby tak się stało, należałoby najpierw te osoby zauważyć. I w końcu przestać karmić je tymi absurdalnymi opowieściami o zachowanym i utraconym dziewictwie.



Zgłoś krzywdę - pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego
Zranieni w Kościele - telefon zaufania
Źródła:
Joachim Roman Bar, Jan Białobok, Nieszczęśliwy przypadek czy męczeństwo: refleksje kanonisty nad śmiercią Karoliny Kózkówny [w:] „Prawo Kanoniczne: kwartalnik prawno-historyczny”, t. 15, nr 1-2, 1972: LINK.
Józef Trytek, Radłowskie drogi do niepodległości 1772-1918, Radłów 2018, s. 37-45.
Co najmniej 95 ofiar księdza Stanisława P. W tle zaniedbania byłego ordynariusza. Artykuł na katolickim portalu Aleteia: LINK.
Sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny w Zabawie odwiedziłam 15 lipca 2025 roku. Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście poza fotografią bł. Karoliny są mojego autorstwa.
Ten tekst powstał wyłącznie dzięki wsparciu moich patronów. Zostań jednym z nich.


