2 grudnia, 2023

Życie codzienne w Gdańsku w II poł. XVIII w. we wspomnieniach Johanny Schopenhauer

Chociaż nazwisko Schopenhauer od razu przywołuje na myśl niemieckiego filozofa Arthura Schopenhauera, nosiła je także inna znana postać ze świata literatury – jego matka Johanna Schopenhauer. Była ona cenioną pisarką, prowadziła też salon literacki w Weimarze, w którym pojawiali się najwybitniejsi artyści początku XIX wieku. Przyjaźniła się m.in. z Johannem Wolfgangiem von Goethe.

Johanna Schopenhauer urodziła się w 1766 roku w Gdańsku w zamożnej rodzinie kupieckiej. Przyszła na świat we wczesnobarokowej kamienicy przy ul. św. Ducha 111 (jest to jej obecny adres). W Gdańsku spędziła dzieciństwo i młodość, także tam przyszedł na świat jej najstarszy syn Arthur. Pisarka opuściła na zawsze rodzinne strony wraz ze swoim mężem Heinrichem Florisem Schopenhauerem – jednym z najbogatszych gdańskich kupców. Powodem tej decyzji było stopniowe podupadanie hanzeatyckiego miasta, po rozbiorze Polski w 1793 roku dokonanym przez Królestwo Prus.

W listopadzie miałam przyjemność przeczytać Gdańskie wspomnienia młodości – niedokończony pamiętnik Johanny Schopenhauer, który zaczęła pisać w 1829 roku. Po dziesięciu latach, już po śmierci pisarki, te wspomnienia wydała jej córka Adele. Drugie polskie wydanie Gdańskich wspomnień młodości z 2019 roku jest obecnie dostępne w sprzedaży na stronie Wydawnictwa Naukowego PWN. Na uwagę zasługuje nie tylko treść tej książki, ale także jej wydanie: gruba oprawa, piękna okładka z portretem autorki, liczne przypisy niezbędne przy tak wielkim nagromadzeniu odniesień literackich oraz kolorowe ilustracje gdańskiego rysownika Daniela Chodowieckiego. Autorka znała go osobiście i darzyła szczerym podziwem. 

Lekkość pióra, erudycja i plastyczność, z jaką Johanna Schopenhauer opisuje architekturę Gdańska, przekrój całego społeczeństwa drugiej połowy XVIII wieku, jego ubiór, zwyczaje, nastroje społeczne podczas walk kolonistów z Anglikami w Ameryce Północnej, emocje gdańszczan, którzy znaleźli się „w pruskim potrzasku” czy też płomienne nadzieje republikańskich rodzin kupieckich związane z rewolucją francuską czynią jej pamiętnik nie tyle barwnym zapisem wspomnień z dzieciństwa, co interesującym źródłem informacji na temat życia miasta.

Lektura tej książki to przede wszystkim fascynujący spacer głównymi ulicami Gdańska, a zwłaszcza precyzyjnie opisaną ul. Świętego Ducha, gdzie w „Domu Pod Żółwiem” mieszkała pisarka:

Moje rodzinne miasto różni się od wszystkich innych do niego podobnych starych osiedli bardzo osobliwymi szczegółami budowlanymi. Główne ulice Gdańska są znacznie szersze niż gdzie indziej. Na przestrzeni między stojącymi naprzeciw siebie rzędami domów mogłyby dwa, a nawet trzy pojazdy wyminąć się wygodnie i po obu stronach zostałoby jeszcze sporo miejsca na wyłożone płytami chodniki. Tymczasem ulica przeznaczona dla ruchu kołowego i pieszego jest do tego stopnia wąska, że nawet doświadczony woźnica nie zawsze może uniknąć kolizji z kolegą nadjeżdżającym z przeciwnej strony, a w tłok ten wpadający przechodnie mają sporo kłopotu, aby przede wszystkim ocalić zdrowie. Ogólną przyczyną tego niezwykłego zjawiska są tak zwane przedproża przy wszystkich domach (...).

Johanna Schopenhauer zachwyca się wspomnianymi przedprożami i rynnami z rokokowymi paszczami stworów, oddzielającymi od siebie wysokie, dwuokienne domy. Według jej relacji przypominające balkony przedproża były ulubionym miejscem zabaw dzieci – uchodziły one za bezpieczne i  wygodne: W tym zaciszu, wykorzystując każdą znośną pogodę, byłyśmy tam mniej napominane, a łatwiejsze do zniesienia niż w głębi domu.

Wiele miejsca w tych osobliwych wspomnieniach zajmuje też Wyspa Spichrzów, która dla gdańskich mieszczan pełniła rolę skarbca. Spichlerze na niej tworzyły miasteczko, przez które w ciągu dnia przemierzali mieszkańcy chcący dostać się do dzielnicy Długich Ogrodów. Nocą, w celu zabezpieczenia magazynów przed ewentualnymi podpalaczami, obie bramy na wyspie były zamykane, a strażnicy spuszczali trzymane w zagrodach na koszt państwa krwiożercze psy, karmione wyłącznie surowym mięsem. Ich ofiarą padł niejeden biedny rybak, który upojony wódką, przed nastaniem zmroku zasnął w ciemnym kącie między spichlerzami.

Najciekawsze fragmenty tego pamiętnika dotyczą społeczeństwa tłoczącego się na ulicach Gdańska. Autorka opisała też z najdrobniejszymi szczegółami swoje relacje ze służbą domową. Między innymi z piastunką Kasią – pochodzącą z Torunia polską wdową w średnim wieku:

Od niej uczyłam się mówić po polsku wcześniej jeszcze niż ojczystej mowy. Tak życzył sobie mój ojciec w przekonaniu, że przez bardzo trudną wymowę tego języka ułatwię sobie nabycie każdego innego, którego bym miała się uczyć później. Wynik doświadczenia potwierdził tę zasadę. Czytać po polsku nigdy się nie nauczyłam, gdyż Kasia sama nie umiała. Mowa ta w naszym domu szybko wyszła z użycia, gdyż matka moja jej nie rozumiała, a wkrótce i ja zapomniałam ją zupełnie. Wieczorem, przed udaniem się na spoczynek, kiedy zaczynałam dopiero mówić, brała mnie Kasia na kolana, a gdy byłam starsza, stawiała mnie ze złożonymi rękami przed stołem i kazała mi się modlić: “Niech to sprawi Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty. Amen”. To była cała moja modlitwa wieczorna, a co właściwie miała znaczyć, nie wiedziałam i nie troszczyłam się o to, ale bez niej nie chciałam iść do łóżka.

Johanna Schopenhauer na kartach swojego pamiętnika poświęciła tyle samo miejsca bogatym mieszczanom, co ludziom niższych stanów. Chociażby szymkom, czyli polskim flisakom, którzy przybywali do Gdańska na tratwach wzdłuż Wisły. Stawali oni na ulicach obwieszeni glinianymi garnkami, czy handlowali struganymi przez siebie łyżkami. Autorka opisała również wygląd i zachowanie polskich chłopek podczas żniw w okolicy gdańskich Żuław. Pracowały one nawet w trakcie zaawansowanej ciąży i nie rozumiały właściwie, czym jest połóg:

Jednej z moich przyjaciółek (...) doniesiono pewnego dnia o zupełnie nieoczekiwanym porodzie w szczerym polu jednej z jej maruszek. Biedną, zupełnie młodziutką kobietę wzięto zaraz do domu i otoczono opieką, co ją niesłychanie dziwiło. Następnego ranka stanęła gotowa ze wschodem słońca, z dzieckiem w chustę zawiniętym na plecach, i chciała koniecznie iść w pole do roboty. Dopiero na skutek gorących łez i zapewnień, że nadal otrzyma co dzień swoje trzy dudki, dała się nakłonić do kilkudniowego odpoczynku. Nie wytrzymała jednak długo. Zanim się obejrzano, wybiegła na pole i nie mogła pojąć, czego się właściwie od niej domagano.

Jedną z najbarwniejszych postaci przywołaną w Gdańskich wspomnieniach młodości jest kudłaty rosyjski parobek Andruszka, który woził Johannę i jej młodszą siostrę na swoim grzbiecie, udając niedźwiedzia. Przywoził też dzieciom upominki z Rosji: twarde jak kamień pierniki i orzechy. Andrusza był wielkim miłośnikiem zwierząt. Kiedy o poranku dostrzegł ulicznika trzymającego wielką klatkę pełną rozmaitych ptaków (wówczas często sprzedawano je wiosną), zapłacił za nie wszystkimi pieniędzmi, które miał. Zaraz potem uwolnił ptaki, cisnął pustą klatką w handlarza, krzycząc do niego:

Pan Bóg posyła małe ptaszki do lasu, aby podróżnych w czasie ciężkiej drogi miłym śpiewem podnosiły na duchu. Jeżeli cię, obwiesiu, jeszcze raz spotkam z takim towarem, to nie tylko, że ci tę klatkę rozbiję na tysiąc kawałków, ale tak cię wyłoję moim kańczugiem, że wspomnisz o tym i za sto lat.

W latach 70. XVIII wieku Gdańsk nawiedziła epidemia ospy. Cudowny wynalazek, zwany szczepionką, był już wtedy znany, ale szczepienia spotkały się z ogromnym sprzeciwem gdańszczan, podsycanym ochoczo na kazalnicach. Duże obawy przed działaniem szczepionki miała także bojaźliwa matka Johanny. Ostatecznie głowa rodziny, pan Chrisitan H. Trosiener, po przekonaniu się o prawdziwości pomyślnych wyników badań osiąganych od wielu lat w południowej Europie, postanowił dać przykład swoim współobywatelom i jak najprędzej zaszczepił wszystkie swoje córki. 

Wspomnienia Johanny Schopenhauer to kopalnia wiedzy na temat ówczesnego wychowania i kształcenia córek zamożnych kupców. Opisana przez nią edukacja w drugiej połowie XVIII wieku niewiele różni się od tej nakreślonej w powieści Marta przez Orzeszkową; nauczanie dziewcząt z bogatych domów było powierzchowne, przygotowujące je do roli żony i matki, kładące duży nacisk na dobre maniery. Jednak dzięki miłości do literatury i pokaźnej bibliotece w rodzinnym domu autorce udało się zdobyć wszechstronną wiedzę, której nie sposób nie zauważyć także w tym pamiętniku. Lekturom czytanym przez nastolatki poświęciła w nim nawet osobny rozdział. Pisała chociażby o nowości wydawniczej, która wstrząsnęła opinią publiczną. Mowa o Cierpieniach młodego Wertera autorstwa jej późniejszego przyjaciela Goethego. Książka ta w wielu kręgach uchodziła za niemoralną, ponieważ sankcjonowała samobójstwo.

Niedokończony pamiętnik Johanny Schopenhauer to także prawdziwa uczta dla osób zainteresowanych historią mody. Autorka drobiazgowo scharakteryzowała damskie i męskie stroje balowe typowe dla jej stanu, zwracając uwagę na różnice między ubiorem młodzieży i osób w podeszłym wieku. Opisała też strój narodowy Polaków, bogatych kupców żydowskich i ich żon, licznych w mieście Anglików i Szkotów, oraz szaty duchownych różnych wyznań. Co ciekawe, mimo że w Gdańsku dominowało wyznanie luterańskie, katolicy cieszyli się tam pełną swobodą religijną, a papież ogromną władzą:

Nie dość, że pozostający w zbyt bliskim pokrewieństwie protestanci musieli się starać o otrzymanie dyspensy na ślub w rzymskiej Stolicy Apostolskiej, to w środku miasta mieszkał z tytułem oficjała ktoś w rodzaju nuncjusza papieskiego. (...) udzielał on zakochanym parom – czy to protestanckiego, czy katolickiego wyznania – kościelnego błogosławieństwa w przyległej do swego mieszkania kaplicy Królewskiej bez rodzicielskiego pozwolenia i bez oficjalnego wywoływania zapowiedzi. Związek małżeński przed nim zawarty był trwały i niewzruszalny. O unieważnieniu go nie mogło być mowy. 

Małżeństwo Johanny ze starszym o kilkanaście lat gdańskim kupcem Heinrichem Florisem Schopenhauerem było spojone miłością, sympatią i wzajemnym szacunkiem. Chociaż zaręczyny nie obyły się bez zwrócenia się kandydata o zgodę rodziców, absztyfikant najpierw upewnił się, że osiemnastolatka nie odrzuci jego zainteresowania. Mimo że w tamtych czasach szczególnie ważne było znalezienie męża zapewniającego zadowalający poziom życia i zgoda Johanny była podyktowana także pragmatyzmem, krytykowała ona wchodzenie w związek małżeński oparty wyłącznie na chłodnej transakcji. Na kartach swojego pamiętnika przywołała postać nieszczęśliwej z tego powodu Pani von P.:

Blask, stopień i tytuł wywierają zbyt pociągający wpływ na młode, rozpieszczone, niewinne serce i skusiły niedoświadczoną dziewczynę do zawarcia jednego z tych związków małżeńskich, których dzisiaj jeszcze sporo bywa zawieranych. Zły krok, za który do końca życia musiała pokutować, czego też i dzisiaj rzadko się daje uniknąć.

Autorka szczegółowo opisała przemoc domową w białych rękawiczkach, jakiej dopuszczał się mąż Pani von P. wobec niej, swojego synka Saszy, którego szczerze nienawidził oraz pozostałych domowników i służby:

Gniew i niesnaski nie są tam od razu widoczne i nie wybuchają w prostackich obawach jak u tak zwanych zwyczajnych ludzi, aby znów przygasnąć na jakiś czas. Natomiast wsączają się w życie milcząco i skrycie jak delikatna trucizna, aż je zniszczą. 

Johanna Schopenhauer z ogromną pasją i erudycją nakreśliła zarówno troski swojego codziennego życia, jak i nastroje społeczne w wyniku doniosłych wydarzeń historycznych, których była świadkiem. Pisała o tańcach balowych, narzekała na stan dróg w podróży do Berlina, snuła opowieść o znanym aeronaucie i jego wizycie w Gdańsku. Płynnie przechodziła z tych tematów do straszliwych konsekwencji, jakie miała pruska blokada dla jej ukochanego miasta, czy do reakcji mas na śmierć Fryderyka II. Jej wyjątkowy pamiętnik pozwala zajrzeć w najciemniejsze kąty domów zamożnych kupców, a zaraz potem wrzuca czytelnika w środek tłumu tłoczącego się na placu targowym. Pomiędzy tym wszystkim pisarka wplata liczne odniesienia do filozofii i klasyki literatury niemieckiej. 

Książka ta to lekka, przyjemna, bezpretensjonalna podróż w czasie i obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika Gdańska. Opowieść snuta przez tę wszechstronną kobietę o niezwykle szerokich horyzontach w niczym nie przypomina późniejszych dzieł jej syna Arthura Schopenhauera (swoją drogą, w dorosłym życiu zerwał on kontakt z matką). 

Paryżewo

Czytaj oraz wspieraj dziennikarstwo i publicystykę na wysokim poziomie.
Zobacz, kto mnie rekomenduje:
Więcej
paryzewo.pl 2023 - wszystkie prawa zastrzeżone