Święta Wilgefortis (Virgo Fortis – Dzielna Dziewica) to legendarna postać portugalskiej księżniczki, córki króla Luzytanii, która tak bardzo nie chciała wyjść za poganina, że modliła się do Boga, aby ją oszpecił. W innej wersji legendy nieszczęśnica głodziła się, wskutek czego wyrosła jej broda. Rozwścieczony ojciec kazał ją ukrzyżować. Stąd Wilgefortis jest przedstawiana jako brodata kobieta na krzyżu, ubrana w długą suknię. Ze stopy spada jej trzewik, który został cudownie zrzucony.
W Polsce wizerunki świętej Wilgefortis można spotkać głównie na Dolnym Śląsku, o czym pisze na łamach PARYŻEWA Jan Jędrzejewski. Najbardziej znanym jest kapliczka w Wambierzycach. Z kolei za najstarsze przedstawienie Wilgefortis w Polsce uznaje się obraz w ołtarzu kolegiaty w Pułtusku na Mazowszu, namalowany przed 1729 rokiem.
Natomiast mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że wizerunek tej legendarnej postaci znajduje się także na Podkarpaciu – w Krzeszowie nad Sanem!
Krzeszów to mała wieś w połowie drogi między Leżajskiem a Niskiem. Drewniany kościół Narodzenia NMP, w którym wisi tajemnicze malowidło, wzniesiono w latach 1727-1728. Od tamtej pory piękna barokowa świątynia stoi dumnie na wzgórzu górującym nad całą okolicą – dziesięć minut spacerem od krzeszowskiego rynku.


Obraz z wizerunkiem świętej Wilgefortis pochodzi najprawdopodobniej z XIX wieku. Umieszczono go na prawej ścianie przedsionka. Jest całkiem spory (150 x 100 cm). Ponadto, jak zauważyła historyk sztuki Agnieszka Szykuła-Żygawska na łamach pisma „Spotkania z zabytkami” (marzec-kwiecień 2019): (...) obraz ten powstał na zszytym z czterech kawałków płótnie (miejsca szycia są widoczne m.in. w dolnej części – wszerz i wzdłuż wizerunku). Możliwe, że w XIX w. przeznaczony był do jednej z pobliskich kapliczek, a w XX w. został przeniesiony do kościoła.
Artysta przedstawił świętą Wilgefortis bez brody. U jej stóp klęczy skrzypek – wymowny symbol żalu, pocieszenia i uznania dla cierpienia kobiety (choć akurat na jej twarzy nie widać grymasu boleści). Z tego powodu Wilgefortis była traktowana również jako patronka muzyków. Z kolei w prawym dolnym rogu widnieje podpis nieznanego malarza: S. YILIESFO z ostatnimi literami zakrytymi ramą. Niewykluczone też, że jest to po prostu zniekształcony łaciński napis: SANCTA VILIESFORTIS.


Obraz ten, choć nie przedstawia dużych walorów artystycznych, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Długo kontemplowałam piękno tego reliktu przeszłości.
Nie miałam wątpliwości, że wizerunek Wilgefortis musi znaleźć się także na okładce II numeru kwartalnika PARYŻEWO. No i jest – w androgynicznej interpretacji Matúša Piusa Niemca.



