Oto ja poślę Wam proroka Eliasza
przed nadejściem dnia Pańskiego,
dnia wielkiego i strasznego.
Księga Malachiasza III, 23
W tych stronach Podlasia po raz pierwszy znalazłam się jesienią 2022 roku. Przyjechałam wówczas z moją czytelniczką do Kruszynian – wioski tatarskiej z zielonym meczetem z końca XVIII wieku. Odwiedziłyśmy Dżennetę Bogdanowicz – właścicielkę słynnej restauracji Tatarska Jurta, żeby porozmawiać z nią o lokalnej historii. Już wtedy zdążyłam usłyszeć o tajemniczym proroku Ilji i jego sekcie. Nie wiedziałam jednak, że osada w Wierszalinie, którą wybudował wspólnie ze swoimi wyznawcami, znajduje się zaledwie 12 kilometrów od Kruszynian.



Ponad dwa lata później wracam z narzeczonym w te same strony. Kilkanaście kilometrów przed Wierszalinem kończy się asfalt. Jedziemy bitą drogą, co skutkuje zerwaniem tłumika. Ostatnie dwa kilometry to wąska ścieżka przez las. Mijamy pojedyncze stare domy i agroturystykę „Leśna Cisza”. Samochód zostawiamy na leśnej polanie. Po kilkunastu minutach spaceru jesteśmy na miejscu.
Wierszalin i Stara Grzybowszczyzna
Osada w Wierszalinie została założona w latach 30. XX wieku przez grupę religijną zwaną sektą grzybowską. Miała ona być Nowym Jeruzalem z Centralnym Placem Świata. Budowie przewodził Eliasz Klimowicz – niepiśmienny chłop z pobliskiej Grzybowszczyzny, samozwańczy prorok Ilja. Przybywali do niego ludzie z odległych stron, żeby ich rozgrzeszył i pobłogosławił. Był dla nich cudotwórcą, jasnowidzem, świętym. Ówczesny proboszcz najbliższej parafii prawosławnej tak wspominał o tym, co działo się w Wierszalinie w apogeum popularności proroka:
Później doszło do zupełnego obłędu: przejdzie Ilja ulicą – ludzie rzucają się tam, gdzie stanęły jego stopy, drą garściami ziemię, bo święta, bo prorok stał na niej. Tłumy czekały pod jego oknami i progiem. Umyje się Ilja, chluśnie na dwór wodę – rzucają się i piją tę wodę z mydlinami, błoto zlizują, bo święte.
Eliasz Klimowicz urodził się w 1864 roku w białoruskiej rodzinie chłopskiej. Według przekazów ustnych, gdy przyszły prorok był dzieckiem, jego rodzice jeździli na niedzielne nabożeństwa do Krynek oddalonych o 10 km od Grzybowszczyzny. Gotowali strawę z mięsem na drogę, do domu wracali z kośćmi. Dzieci wybiegały im na spotkanie i z radością zjadały resztki. Eliasz miał już wtedy marzyć o wybudowaniu cerkwi w Grzybowszczyźnie, bo rodzice wówczas nie zabieraliby ze sobą mięsa i wszyscy jedliby wspólnie w domu.
Nie wiadomo, ile jest prawdy w tej opowieści. Natomiast faktem jest, że Eliasz w młodości śnił o cerkwi w rodzinnej wiosce i myśl ta nie dawała mu spokoju. W końcu pojechał aż do Kronsztadu do słynnego ojca Jana Kronsztadzkiego, od którego otrzymał błogosławieństwo na budowę. Po dwóch latach kwestowania wśród wiernych, w 1904 roku ruszyły prace budowlane.
Marzenie Klimowicza przerwała najpierw I wojna światowa, a następnie władze II RP niechętne budowie cerkwi. W 1926 roku, po ponad 20 latach Ilja w końcu dopiął swego. Zezwolono mu nie tylko na dokończenie budowy, ale także na organizowanie kwest w parafiach prawosławnych. Zwolennicy pomysłu Ilji zbierający pieniądze na wykończenie cerkwi, rozpowiadali plotki o biblijnym proroku i świątyni, która cudem wyrosła z ziemi w środku lasu. Wielu ludzi uwierzyło w te opowieści i w świętość Eliasza Klimowicza. Pomógł w tym fakt, że w celu ukończenia budowy sprzedał on cały swój majątek. W Grzybowszczyźnie zaczęły pojawiać się tłumy.
Kiedy w 1929 roku lokalny proboszcz pojechał do Grzybowszczyzny, by sprawdzić, czy cerkiew nadaje się do poświęcenia, zwrócił uwagę na zbyt małą liczbę ikon. Wówczas Ilja zaczął podkreślać, kim jest i przedstawiać mu wszystkie swoje zasługi:
To ja mówię wprost: jak ty taki ważny, bratku, to po co tobie te ikony? Jedź ty do Krynek, zamów u Charytona swoje portrety i klękaj przed nimi! Żart żartem, a w końcu na to wyszło, że swoje podobizny wywiesił...



Chociaż napięcia między duchownymi prawosławnymi a prorokiem Ilją rosły, w międzyczasie Eliasz Klimowicz zyskał uznanie władzy świeckiej. Jeden z jego wyznawców wspominał o wysłaniu Piłsudskiemu całego worka pieniędzy. Klimowicz otrzymywał też państwowe ordery, nagrody, dostał nawet w prezencie od władzy pistolet. Kiedy w 1931 roku w pobliżu Grzybowszczyzny nieznani sprawcy zamordowali mężczyznę (niektórzy świadkowie wskazywali na to, że był on mężem kochanki Ilji – Matki Boskiej Fiokły), prorok Ilja został aresztowany. Jednakże zbliżał się ważny odpust, skutkiem czego władze sądowe w Sokółce zwolniły go z więzienia za kaucją, obawiając się „nieprzychylnych do państwa nastrojów” wśród lokalnej ludności.
Nie wszystkie władze tego świata akceptowały biblijnego Eliasza, który zstąpił z nieba i zamieszkał na Podlasiu. Prorok Ilja zaginął w 1939 roku, tuż po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało: czy został zamordowany, czy może wyjechał w głąb Rosji. Jedno jest pewne: zniknięcie proroka i dramat II wojny światowej brutalnie przerwały działalność sekty grzybowskiej.
W Krainie Otwartych Okiennic
30 kilometrów na południe od Białegostoku leży popularne miejsce turystyczne, zwane Krainą Otwartych Okiennic. W przeciwieństwie do Wierszalina i Starej Grzybowszczyzny można dostać się tam transportem publicznym. Szlak wyjątkowej architektury drewnianej obejmuje trzy niezwykłe podlaskie wsie: Trześciankę, Soce i Puchły. To idealne miejsce na pierwszą podróż na Podlasie – w promieniu kilkunastu kilometrów można zobaczyć kolorowe cerkwie, krzyże wotywne i kapliczki ozdobione haftowanymi ręcznikami. Najbardziej charakterystyczne są jednak piękne stare chaty z tytułowymi zawsze otwartymi okiennicami, w których mieszkają starsi ludzie pochodzenia białoruskiego.



Aż trudno uwierzyć, że w latach 30. XX wieku te malownicze podlaskie strony były świadkami regularnych ekscesów, jakich dopuszczali się wyznawcy sekty proroka Ilji. Mimo że opisywane wioski znajdują się 50 km od cerkwi w Starej Grzybowszczyźnie i osady w Wierszalinie, Eliasz Klimowicz zyskał tu duży rozgłos.
W owym czasie w kronice parafialnej w Puchłach diak Marczuk zamieszczał niepokojące wpisy o zwiększającej się liczbie sekciarzy. Ich liczebność sięgała wtedy już dwustu osób. Po ich stronie stanął nawet starosta cerkiewny i cała cerkiewna służba. Wyznawcy proroka Ilji dążyli do wypędzenia lokalnego kapłana po to, by móc samemu odprawiać nabożeństwa. W każdą niedzielę urządzali prowokacje:
Na Zielone Świątki, w nasze parafialne święto, po utreni, gdy kapłan wyszedł modlić się przed ołtarzem, Jan Daniluk krzyknął na całą cerkiew: „Chrystos woskresie! Kto pali papierosy i słucha radia, ten antychryst”. Było to powiedziane pod adresem kapłana, ponieważ on pali papierosy i posiada radio. O. Leonid prosił, aby wyprowadzić wariata z cerkwi. Popieczytiel – Awsienty Ostapczuk wykręcił mu do tyłu ręce i wypchnął z cerkwi. Na dworze sekciarze mówili: „pędźcie popów, wystarczy ogłupiania ludzi”.
Według „Miesięcznych sprawozdań sytuacyjnych wojewody białostockiego za 1933 rok”, 14 listopada tegoż roku w pobliskiej miejscowości Ryboły, gdy duchowny Kadłubowski poruszył na kazaniu sprawę sekty „Proroka Eljasza z Grzybowa”, kilku obecnych na nabożeństwie zwolenników tej sekty poczęło wznosić okrzyki przeciwko przemawiającemu duchownemu, zarzucając mu, że fałszywie interpretuje Pismo Święte. Awanturujący się sekciarze zostali usunięci z cerkwi przez wiernych prawosławnych. Podobne zajście miało również miejsce w dniu 21 listopada w cerkwi prawosławnej we wsi Trześcianka, podczas nabożeństwa odprawianego przez duchownego Mikołaja Krukowskiego.



W tych samych sprawozdaniach dwa lata później odnotowano akcję propagatorską na rzecz sekty proroka Eliasza prowadzoną przez Sawatija Sawozuka z pobliskiej wsi Ciełuszki. Z kolei w 1936 roku w Ciełuszkach sekciarze odbyli nabożeństwo, po którym kolportowano ulotki w języku rosyjskim wymierzone w swej treści przeciwko duchowieństwu prawosławnemu.
Redaktorem i wydawcą tych odezw był Aleksander Daniluk – chłop ze wsi Kamień w powiecie hajnowskim. W sekcie pełnił on rolę apostoła Szymona – był prawą ręką niepiśmiennego proroka Ilji. Daniluk spisywał i drukował wypowiedzi Ilji, opatrując je własnymi komentarzami. Był lubiany przez proroka ze względu na swoją pokorę i posłuszeństwo. Nigdy nie miał ambicji postawienia się na równi z Ilją i stworzenia nowego odłamu sekty, co zresztą uczynił Paweł Bielski (apostoł Paweł).
Obaj apostołowie spotkali się ponownie w 1950 roku na rynku w Bielsku Podlaskim – 10 lat po zaginięciu proroka Ilji, które położyło kres istnieniu sekty grzybowskiej. Kiedy apostoł Szymon zapytał apostoła Pawła o dawne dzieje, ten drugi miał skwitować to krótkim: Wszystko bujda od początku…
Jurodiwa
Jedną z najgorliwszych wyznawczyń proroka Ilji była 20-kilkuletnia rolniczka Olga D. ze wsi Ciełuszki. W archiwach zachowały się informacje o wybitych przez nią 22 szybach w szkole w tej miejscowości i wyrwanych 5 drzewkach owocowych w przyszkolnym ogrodzie.
Według psalmisty Marczuka (Ciełuszki należą do parafii Puchły) sekciarka biegała nago po ulicach nawołując: kajajcie się!, a następnie powybijała szyby w swoim domu i w gospodarstwach innych sekciarzy. Kilka dni później na cmentarzu w Puchłach złamała niemal wszystkie krzyże i zburzyła ogrodzenie. Wówczas to współwyznawcy zakuli ją w żelazną obręcz i przymocowali łańcuchem do ściany. Uznali ją za świętą i w dni świąteczne udawali się do niej w procesji, śpiewając pieśni nabożne. Męczennica miotała się na łańcuchu i przeklinała ich obelżywymi słowami.



W sprawozdaniu wojewody białostockiego z 1937 roku można przeczytać, że Olga D. zdradza objawy choroby umysłowej. W tym miejscu warto zaznaczyć, że traktowanie osób chorych psychicznie jako świętych i obdarzonych szczególnymi darami to długa wschodnia tradycja (tzw. jurodiwi – szaleńcy Chrystusowi). Przykładem takiego szaleńca może być Mikołaj – obłąkany mieszkaniec Pskowa. W 1570 roku spotkał go Iwan IV Groźny, który przybył do tego miasta z zamiarem zasiania w nim terroru. Mikołaj przestrzegł cara przed niewinnym rozlewem krwi, w przeciwnym razie miało go spotkać osobiste nieszczęście. Car potraktował słowa szaleńca śmiertelnie poważnie i powrócił do Moskwy.


W latach 70. XX wieku wioskę Ciełuszki odwiedził urodzony w pobliskich Rybołach antropolog i religioznawca Włodzimierz Pawluczuk. Odnalazł on Olgę D. Zastał ją w trakcie prac gospodarczych. Kobieta bynajmniej nie wyglądała na umysłowo chorą. Okazało się, że podczas wojny za stodołą w gospodarstwie spadł pocisk, który zabił jej męża i trwale ją okaleczył (badacz dostrzegł protezę zamiast nogi). Czterdzieści lat po czynionych przez nią rozbojach mieszkała z matką, ponad 80-letnią staruszką. Wiodły spokojne życie.
Olga D. nie chciała rozmawiać o przeszłości z obcym. Wśród sąsiadów miała dobrą opinię. Zapytana pewnego razu przez sąsiadkę, czy pamięta czasy nawiedzenia i dlaczego zachowywała się w ten sposób, odpowiedziała: tak widać trzeba było.
Panteon podlaskich władców i świętych
Fenomen proroka Ilji i stworzonej przez niego sekty grzybowskiej polegał na szerokim zasięgu terytorialnym tego nowego wyznania. Wieść o budowie Centrum Świata w Wierszalinie dotarła aż do Wołynia. Ogromna w tym zasługa Joana Bogosłowa (podającego się za świętego Jana Teologa), który od 1931 roku organizował pielgrzymki do Wilna i Poczajowa, skąd ściągał nowych wyznawców zaintrygowanych tajemniczą osadą nieopodal Krynek.
Jednakże Eliasz Klimowicz nie był w tamtym okresie jedynym samozwańczym podlaskim przywódcą czyniącym cuda. Równocześnie we wsi Pieńki koło Michałowa mieszkał i nauczał Jan Chrzciciel. Jego historia niemal skończyła się tragicznie: pewnego razu pod jego domem pojawili się pielgrzymi ze śpiewem na ustach. Przynieśli ikony, chorągwie oraz… topór i dużą misę na głowę proroka! Przerażony Jan Chrzciciel uciekł w pola przez okno na strychu.
Pewnego razu do wsi Puchły przyjechał dla odmiany cudem ocalony z rzezi car Mikołaj II Aleksandrowicz w towarzystwie carycy. Zamieszkali oni we wsi Wojszki w chałupie Bonifaciuków. Poddanym nie przeszkadzał nawet fakt, że car był katolikiem. Zajmował się szyciem butów i malowaniem obrazów religijnych, które caryca sprzedawała na targu. Oczywiście w międzyczasie brał też udział w nabożeństwach i ucztach wyprawianych na swoją cześć przez wielbicieli. Z czasem dołączył do sekty proroka Ilji i stworzył jej nowy odłam – „nikołajowców”.
W pobliskich Ciełuszkach w tym samym okresie działał także syn cesarza Wilhelma. Z kolei nieopodal Grzybowszczyzny pojawił się kolejny cudem ocalony car – Mikołaj Regis. Ten stary pijak, chociaż zgromadził kilku poddanych, nie cieszył się zbyt dobrą sławą. Jego niecne postępki psuły dobrą opinię Ilji, ponieważ ludzie niesłusznie przypisywali je bardziej znanemu prorokowi.
Wielu lokalnych „świętych” żerowało na sławie proroka Ilji, dołączając do jego ruchu i realizując w jego obrębie swoje ambicje. W Grzybowszczyźnie jak grzyby po deszczu wzrastała liczba ojców, cudotwórców i aniołów. Był wśród nich nawet archanioł Gabriel, który jeździł po wsiach na białym koniu i dźwiękiem trąby zwiastował rychły koniec świata. Włodzimierz Pawluczuk spotkał go 40 lat później. Pan Miron (bo tak naprawdę nazywał się „Gabriel”) był wówczas znanym w całej okolicy pszczelarzem.
Matki Boskie Grzybowskie
Z czasem w osadzie w Wierszalinie pojawiły się też Matki Boskie. Obecność kilku Bogarodzic wytłumaczył w swoich pismach apostoł Paweł Bielski – Matką Boską może być każda kobieta, dzięki której rodzi się Prawda, czyli Chrystus.
Najczęściej wymienianą w tekstach i materiałach Matką Boską Grzybowską była Fiokła – kochanka proroka Ilji. Budziła ona spore kontrowersje; krążyły nawet plotki, że wcześniej zajmowała się prostytucją. Wyznawcy sekty osobliwą czcią otaczali także Królową Południa, czyli Ulanę pochodzącą z leżących na południe od Grzybowszczyzny wsi Kaniuki. Była obdarzona ponadprzeciętną urodą, przez co cieszyła się niemałym powodzeniem. W Wierszalinie przebywała też 17-letnia Matka Boska Nowojeruzalimska i żywiołowa Bogarodzica Pałaszka. Ta druga słynęła z odważnych, płomiennych wystąpień podczas nabożeństw skierowanych przeciwko popom. Po opuszczeniu sekty zajmowała się m.in. tkactwem. W 1970 roku, z okazji setnej rocznicy Lenina, utkała imponujący dywan, za który otrzymała liczne nagrody.
Ukrzyżowanie proroka
Koronę cierniową nałożyli,
I ubiczować mnie chcieli.
I gwoździe w moje ręce,
I w nogi wbijać chcieli,
I kosą bok przebić,
I do ziemi zakopać,
Żeby zobaczyć,
Czy ja Święty,
Czy nie-Święty!
Boże Wszechmogący,
Koniec świata!
W sierpniu 1936 roku rolnicy z okolic Grzybowszczyzny pracujący przy żniwach dostrzegli procesję złożoną z obcych im ludzi. Pochód otwierał człowiek niosący duży drewniany krzyż, pozostali zaś nieśli młot, gwoździe, cierniową koronę i prowizoryczną włócznię. Pielgrzymi szli z daleka, byli strudzeni drogą i głodni. Nocowali w lasach i okolicznych polach. Przybyli do Wierszalina ukrzyżować (jakżeby inaczej) proroka Ilję.
Eliasz Klimowicz podjął natychmiastową decyzję – uciekł z osady i ukrył się w jamie z ziemniakami, gdzie spędził kilka dni. Nie wiadomo, co stało się ze zdezorientowanymi krzyżownikami. Pozostawili po sobie jedynie krzyż, który jeszcze w latach 70. stał wbity na rozstaju dróg nieopodal Grzybowszczyzny.
Gdzie jest krzyż? Podczas mojej wyprawy do Wierszalina w lutym 2025 roku postawiłam sobie za cel odszukanie go. Obejrzałam wszystkie oznaczone na Google Maps krzyże w okolicy, ale żaden z nich nie pasował do opisu. Jedynie ten, który stoi wbity przy cerkwi w Starej Grzybowszczyźnie, zdaje się być z nim zgodnym. Niestety nie mam pewności co do jego autentyczności, ale klimat Podlasia pozwala mi identyfikować się jako święta Helena.



Dramatyczne wydarzenia z 1936 roku, które niemal 40 lat później ujrzały światło dzienne za sprawą reportażu Włodzimierza Pawluczuka, zainspirowały dramaturga Tadeusza Słobodzianka do napisania kilku sztuk teatralnych. Słobodzianek urodził się w 1955 roku w Jenisejsku na Syberii, gdzie jego rodzice zostali zesłani w trakcie II wojny światowej. Po kilkunastu latach wrócili do Polski i zamieszkali w Białymstoku. Autor dorastał w środowisku wielokulturowym, stąd bliskie mu były zagadnienia poszukiwania tożsamości, sensu i swojego miejsca w świecie.
Na początku lat 90. Tadeusz Słobodzianek wraz z Piotrem Tomaszukiem założyli w Supraślu Towarzystwo Wierszalin, które przekształciło się w Teatr Wierszalin (instytucja ta działa do dziś, a do jej odwiedzenia zachęcają duże tablice ustawione na placu przy ul. Kościelnej). W tym samym czasie podlaski artysta stworzył dramaty Prorok Ilja i Car Mikołaj. Akcja pierwszej sztuki została zorganizowana na wzór misterium i w XIV scenach nawiązujących do stacji drogi krzyżowej opowiada o nieudanej próbie ukrzyżowania Eliasza Klimowicza. Z kolei drugi dramat to opowieść o spotkaniu w Wierszalinie dwóch samozwańczych przywódców – proroka Ilji i cudem ocalonego z masakry cara Mikołaja II, którzy próbują ustalić porządek swojej ważności.



W Proroku Ilji pojawia się postać Żyda Rotszylda, usiłującego odwieść pielgrzymów od pomysłu zamordowania Eliasza Klimowicza. Zadaje im pytanie: Ludzie, czy Boga trzeba najpierw ukrzyżować, żeby w niego wierzyć? Jest on jedną z nielicznych osób dramatu, która nie uległa zbiorowej psychozie i ostrzega innych przed niebezpieczeństwem psychomanipulacji religijnej.
Czy jak ktoś chce słuchać metalu, to zamknięty łeb jest koniecznością?
W finałowej, XIV scenie dramatu Tadeusza Słobodzianka prorok Ilja wyklina swoich wyznawców słowami: Won do piekła! i Won do nieba! Fragmenty sztuki, łącznie z tym przekleństwem, zostały wykorzystane w albumie PROPHET ILJA / ПРОРОК ИЛИЯ black metalowego zespołu Patriarkh (czytają je Maciej Maleńczuk i Adam Strug).
Polska premiera najnowszego albumu zespołu Patriarkh, znanego szerzej jako ex-Batushka, odbyła się 3 stycznia 2025 roku. Miało to miejsce podczas koncertu inauguracyjnego w Łodzi z udziałem męskiego chóru. Jak przyznają członkowie zespołu, najważniejszym elementem ich filozofii scenicznej jest teatralność, przez co występy bardziej przypominają spektakl aniżeli zwykły koncert. Podczas widowiska w Łodzi na scenie pojawił się aktor wcielający się w rolę proroka Ilji. Z kolei gościnna wokalistka Patriarkh wystąpiła w stroju matuszki (według mnie kochanicy proroka – Fiokły). Nawiązano także do próby ukrzyżowania proroka, a uczestnicy koncertu byli konsekwentnie nazywani pielgrzymami – niczym wyznawcy sekty grzybowskiej, którzy 90 lat temu tłumnie przybywali do Wierszalina z dalekich stron.



Na nowy album Patriarkh składa się 8 utworów. W warstwie tekstowej, poza wspomnianymi fragmentami dramatu Prorok Ilja Tadeusza Słobodzianka, pojawiły się kontakiony (prawosławne hymny liturgiczne) do biblijnego proroka Eliasza czy Psalm Dawidowy śpiewany w języku rumuńskim. Wykorzystano także wiele tekstów ludowych w języku białoruskim, bułgarskim, staro-cerkiewno-słowiańskim oraz pierwszy raz w historii zespołu – w języku polskim. Wokalista Patriarkh śpiewa też po chachłacku – jest to mikrojęzyk z Podlasia, którym posługiwali się dziadkowie artysty mieszkający we wsi Simuny, gdzie spędził pierwsze 10 lat życia.
Głównym zarzutem krytyków nowego albumu Patriarkh nawiązującego do proroka Ilji jest zbyt mało diaboliczny, antychrześcijański i buntowniczy przekaz, jak przystało na zespół black metalowy. Black metal to bunt, wolność, siła. A nie cerkiewne zawodzenie – pisze w komentarzu użytkownik @darkreocollector. Natomiast w jednym z najnowszych wywiadów lider zespołu wspomina o tym, że motyw szatana, zwłaszcza w ujęciu katolickim, to temat na tyle wyeksploatowany, że nie tylko już dawno stracił znamiona buntu, ale stał się właściwie krindżem. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
Ludzie, czy Boga trzeba najpierw ukrzyżować, żeby w niego wierzyć? – pyta Żyd w sztuce Słobodzianka. Czy jak ktoś chce słuchać metalu, to zamknięty łeb jest koniecznością? – pyta na YouTube użytkownik @salsinhojitsu8677.
Innego końca świata nie będzie
Bóg Ojciec Miłosierny?
A czemu zapomniał?
Czemu nie widzi?
Czemu opuścił,
Wszystkich,
Którzy słabi,
Którzy płaczą,
Którzy chorzy,
Którzy zbłądzili,
Którzy przeklinają,
Którzy stracili wiarę,
Którzy głodni i biedni,
Którzy żyją w ciemnościach,
Czemu Bóg Wszechmogący taki?
Kiedy w latach 70. Włodzimierz Pawluczuk przyjechał do Wierszalina, by jako pierwszy zebrać materiały nt. sekty proroka Ilji, zastał osadę częściowo zburzoną. Z trzech obiektów wybudowanych przez wyznawców, w tym utalentowanego cieślę Pawła Tołszyna, na miejscu ostała się tylko jedna drewniana chata, która zresztą stoi tam do dziś. Po zaginięciu proroka Ilji, jeden z domów został rozebrany, a materiał budowlany wywieziono do sąsiedniej wsi. Z kolei drugi dom zaczął pełnić funkcję szkoły podstawowej. Jadąc do Wierszalina, po drodze w miejscowości Leszczany mijaliśmy starą chatę, bardzo przypominającą ostatnią chałupę, która stoi na terenie osady. Być może jest to właśnie ten dawny budynek szkoły wspomnianej w reportażu Pawluczuka?


Po II wojnie światowej Paweł Bielski – niegdyś ambitny apostoł Paweł, który stworzył własny odłam sekty – zamieszkał we wsi Kotły u współwyznawczyni, Marty Kiryluk. Chociaż dla sekty porzucił on swój dom, w tym żonę i dziecko, niedługo przed śmiercią wrócił do rodzinnych Pieniek do syna. Zmarł w 1954 roku opatrzony sakramentami przez miejscowego proboszcza.
W latach 70. wciąż żyła większość dawnych wyznawców proroka Ilji. Co więcej, niektórzy z nich nadal spotykali się w osadzie w Wierszalinie kilka razy do roku. Wśród nich Daniluk z Kamienia (były apostoł Szymon), Iwaniuk ze wsi Kaniuki oraz pan Miron – znany pszczelarz, który w czasach Ilji był archaniołem Gabrielem, jeżdżącym konno po wioskach i obwieszczającym rychły koniec świata. Panowie gromadzili się w ostatniej chałupie Nowego Jeruzalem, po czym wędrowali wspólnie na świętą górę Grabarkę, śpiewając elegie o utraconym raju.
Z kolei niektórzy wyznawcy, jak opętana Olga D. czy Matka Boska Ulana z Kaniuk, zupełnie odcięli się od przeszłości. Tę drugą, czyli Królową Południa Włodzimierz Pawluczuk podpatrzył na podwórku, kiedy świętowała zaślubiny swojej córki. I chociaż nie zdradzała żadnych oznak dawnej świętości, zachowała blask urody, opiewanej w pieśniach nabożnych śpiewanych na jej cześć przed czterdziestu laty.
Dziś teren osady w Wierszalinie obficie porasta barwinek – roślina powszechnie znana z tego, że zdradza ślady dawnej obecności ludzi. Przed wejściem do osady Nadleśnictwo Krynki zamieściło tablice informacyjne i oficjalnie nazwało to miejsce Monoteistyczną Świątynią Świata. Podobno w niektórych starych domach w okolicznych wioskach do dziś wiszą portrety proroka Ilji.


W 2004 roku ukazała się powieść Judasz Włodzimierza Pawluczuka. Autor połączył autentyczne historie opowiedziane mu przez kilku podlaskich chłopów (w tym Dorofiejuka i apostoła Szymona – Daniluka), sfabularyzował je i przedstawił jako perypetie jednego, głównego bohatera. Tym samym stworzył przejmującą, uniwersalną opowieść o człowieku nieustannie wystawionym na próbę przez historię, religię, politykę i swoją prawdziwą naturę:
– Ojcze, kim ty jesteś? Niektórzy mówią, żeś Bogiem, a niektórzy, wybacz ojcze, jeśli cię urażę, ale niektórzy mówią, że jesteś… cwanym oszustem.
– Nikogo, Szymonie, nie oszukuję. Sam przecież widzisz, że mówię ci całą prawdę. Kim jestem? Jestem Eliaszem Klimowiczem urodzonym w Grzybowszczyźnie w roku 1864. To pewne. Ale pewne jest również to, że jestem Bogiem.
Saszka spojrzał na Ilję przerażonym wzrokiem.
– Tak, Szymonie, jestem Bogiem. I nic w tym dziwnego. Co tak patrzysz na mnie? Każdy człowiek może być Bogiem. Napisane jest przecież wyraźnie: „Rzekłem – jesteście Bogami i synami Najwyższego”. Nie czytałeś? Tak jest w Piśmie Świętym, w osiemdziesiątym pierwszym psalmie.
Dziś to co działo się w Wierszalinie jest ciekawostką, którą odgrzebują głównie fani zespołu Patriarkh po premierze ich nowego albumu. O tym, kim był prorok Ilja, dowiedzą się oni z zeszłorocznego materiału zamieszczonego na kanale Oblicza XX Wieku na YouTube. Podczas internetowych poszukiwań zapewne trafią też na krótki artykuł z 2019 roku opublikowany na stronie National Geographic. Natomiast na Wikipedii znajdą jak na razie wyłącznie szczątkowe informacje.
„Takie rzeczy mogły wydarzyć się tylko na Podlasiu”! Internauci za przyczynę powstania prawdopodobnie największej sekty w międzywojennej Polsce uważają specyficzną lokalizację, zacofanie i powszechny analfabetyzm. Zdają się nie zauważać, jak wielu ich wykształconych znajomych z dużych ośrodków miejskich, z nieograniczonym dostępem do informacji, w 2025 roku nadal słucha samozwańczych proroków – ekspertów ds. wszystkiego i gadających głów instagramowych naprawiaczy świata. Jak wielu z nich wierzy w manifestacje, pozytywne wibracje, horoskopy, kosmogramy, czakry, tarota, dostrajanie cyklów owulacji pod fazy Księżyca, skuteczność psychoanalizy, edukacyjne karuzele o narcyzach tworzone przez „osoby w terapii”, wspierającą „rodzinę” Thermomixa i szlachetność Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Skoro oni wierzą w to, to czemuż nie uwierzyliby w proroka Ilję?
Patrząc na poziom współczesnych naprawiaczy świata, na jakich nabierają się wykształceni ludzie, trudno dziwić się naiwności białoruskich chłopów, którzy w ciągu zaledwie kilku lat przeżyli całkowitą dekonstrukcję ich dotychczasowego świata – I wojnę światową, bieżeństwo, upadek cara, rewolucję bolszewicką, odzyskanie niepodległości przez nieznaną im Polskę i próby budzenia w nich tożsamości narodowej, której nie rozumieli. Wszystkiego tego doświadczyli namacalnie, a nie przez ekran telefonu. Pewnego dnia Złe nieoczekiwanie wdarło się do ich wiosek, zapukało do ich drzwi i weszło nieproszone, zakłócając odwieczny porządek.
Nie dziwi zatem, że kiedy w tamtych czasach na miejscu pojawił się pewny siebie, charyzmatyczny prorok Ilja z silnym poczuciem misji i celowości, stał się on nadzieją na wyjście z chaosu dla „tutejszych”, którzy w pewnym momencie stali się niczyi.



Źródła:
Miesięczne sprawozdania sytuacyjne wojewody białostockiego [za lata 1932-1937], Archiwum Państwowe w Białymstoku. Za pomoc w researchu bardzo dziękuję Marii Weronice Kmoch!
Włodzimierz Pawluczuk, Judasz, Białystok 2018.
Włodzimierz Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o końcu świata, Kraków 1974.
Tadeusz Słobodzianek, Śmierć proroka i inne historie o końcu świata, Sękowa 2012.
Materiał na kanale Darka Rybackiego o obłąkanym Mikołaju i jego spotkaniu z carem Iwanem IV Groźnym: KLIK.
Recenzje sztuki teatralnej Prorok Ilja Tadeusza Słobodzianka: KLIK.
Wywiad z członkami zespołu Patriarkh: KLIK.
Zdjęcia własne:
Kraina Otwartych Okiennic – lipiec 2021, luty 2025.
Kruszyniany – październik 2022.
Koncert inauguracyjny zespołu Patriarkh w Łodzi – styczeń 2025.
Wierszalin, Stara Grzybowszczyzna i Supraśl – luty 2025.










